Jak przebiec 680 kilometrów w ciągu miesiąca- podsumowanie lipca

Gdy podliczyłem kilometry z lipca to się trochę przeraziłem. Tak, wyszło 680 kilometrów- nawet ponad. Liczba która na mnie tak, że postanowiłem naprawdę w tym tygodniu zmniejszyć kilometraż, mimo że nadal czuję się super i fizycznie i psychicznie. O dziwo.

Po skręceniu kostki na początku czerwca myślałem, że trochę potrwa zanim odzyskam pełną mobilność i zaufanie do prawej nogi. Od 24 czerwca było już wszystko na optymalnym poziomie. Zero bólu, jedynie czasem rano zesztywniałe okolice stawu, jednak ok 5 lipca całkiem już to minęło. Dlatego od 24 czerwca właściwie trenuję już na maksymalnych obrotach i dość szybko zwiększyłem kilometraż. Szczerze mówiąc to za szybko, ale zachowałem niską intensywność przez co proces adaptacji dużej objętości poszedł świetnie.

fot. Marcin Mazewski, Meta „Przybij Piątkę w Kleosinie”

Chcę podkreślić, że na tak dużą objętość miało wpływ kilka czynników:

  • odstawienie na bok wielu rzeczy niepriorytetowych, ważnych, ale nie pilnych, m. in. odstawienie na bok magisterki na kilka tygodni (nadal nie skończyłem pisać i końca nie widać), ograniczenie wpisów na blogu, brak cotygodniowych podsumowań i wiele mniejszych rzeczy które cierpliwie czekały na swoją kolej, aż będzie czas;
  • na pół etatu w sklepie pozwala mi na więcej czasu niż przy pełnym etacie, to jasne, jednak w domu bardzo dużo pracuję zdalnie i tez musiałem to godzić z treningami, jednak patrz punkt kolejny, udało mi się bo…
  • postawić na bieganie w 100%- treningi były absolutnym priorytetem każdej doby. Nie było wychodzenia na imprezy, dostosowywania planów biegowych do reszty. Wszystko było dopasowywane do biegania;
  • regeneracja- co prawda nie odwiedzałem basenu, ale byłem na dwóch wizytach u fizjoterapeutów, rolowałem się praktycznie codziennie, rozciągałem, używałem elektrostymulacji, wzmacniałem się treningiem ogólnorozwojowym i bardzo dbałem o sen;
  • zmiana diety- postawiłem na jakościowe jedzenie, ograniczyłem słodycze i w ciągu kilku dni moje prędkości komfortowe zdecydowanie się poprawiły. Waga spadła z 72,5 do 68,5 kg bez spadku energii, a to było mocno zauważalne w wysiłku towarzyszącym treningowi- było lżej;
  • długie wprowadzenie do intensywnych jednostek, właściwie przez pierwszą połowę lipca niewiele kilometrów było pokonywanych na wymagających prędkościach, chciałem by było mi łatwo biegać 140 kilometrów tygodniowo, pierwsze na niskiej intensywności, później wprowadzać zwiększanie tych obciążeń.
  • Dawid- od mniej więcej połowy lipca możemy znowu trenować razem bardzo często, a w ostatnim tygodniu właściwie wszystkie jednostki pokonaliśmy razem- głowa miała ułatwienia, nogi miały już nie miały pomocy 🙂
  • 2 treningi dziennie- rozbijam codzienne 20 kilometrowe bieganie na 8 kilometrowy rozruch i resztę km na drugiej jednostce, zazwyczaj 12 km, ale czasami trochę więcej, czasami mniej, dzięki temu robiłem naprawdę bardzo dużo kilometrów, a nie czułem wielkiego obciążenia.
  • Nie mam dzieci- nie da się ukryć, że przy kilkuosobowej rodzinie byłoby to nieporównywalnie trudniejsze niż w sytuacji kiedy nie posiadam rozbieganej gromadki brzdąców 🙂

 

Co mi to daje?

Podstawę, bazę tlenową dzięki której teraz zostaje mi nadrabiać treningi szybkościowe, by nogi nadążały za płucami. Podczas ostatnich interwałów w tempie 3.10/km płuca nie odczuwały większego wysiłku, ale nogi już nie dawały rady przyspieszyć, wytworzyła się widoczna dysproporcja, ale na wyrównanie mam jeszcze sporo czasu do startów głównych. Czytając dużo artykułów o zawodnikach z Afryki możemy się dowiedzieć, że biegają oni od małego wiele kilometrów każdego dnia, bo nogi to ich środek transportu. Dlatego gdy wchodzą jednostki specjalistyczne potrafią działać na niewyobrażalnych prędkościach. Chce iść tą drogą. Wybiegać mnóstwo kilometrów z których będę mógł przyspieszać. Najpierw masa, potem rzeźba i będzie ładnie 🙂

Jak wyglądał mój trening? Udostępniam cały lipiec, smacznego 😉

Bardzo dużo spokojnego biegania. Tak zaczynają jednak Kenijczycy swoją drogę do wyników, a moja droga jeszcze jest bardzo długa, więc mam czas na spokojne kilometry i ich dużą liczbę 🙂

No i nie miałem dnia wolnego od biegania, regeneruję się po prostu naprawdę luźnym biegiem 🙂

Plan na sierpień? Biegać szybciej 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Bieganie | Dodaj komentarz

Opinia o TomTom Spark 3 Cardio + Music

Biegam od niecałych 4 lat i niestety (albo stety) szybko wpadłem w gadżeciarski biegowy szał. Pierwszy zegarek z funkcją GPS sprawiłem sobie po 7 miesiącach biegania i możliwe, że przez to obecnie nie bardzo czuję tempo podczas wybiegań. A żeby zrobić trening na dokładnie takim tempie jakie zakładam… oj o to już bardzo ciężko. Dlatego zaufany zegarek jest mi ciągle potrzebny, jestem od niego uzależniony niemal jak od tlenu. Stary zegareczek nie wytrzymał presji i mimo ogromnego zaufania jakim go darzyłem trafił w końcu do szuflady z powodu krótkotrwałej baterii i pękającego paska, który już obecnie trudno znaleźć, a i jego wymiana nie opłaca się z ekonomicznego punktu widzenia. Od kilku miesięcy rozglądałem się za czymś co oczaruje mnie tak jak ten pierwszy zegarek, który był i z perspektywy czasu nadal jest dla mnie przełomowym narzędziem do treningu.

   

Tym krótkim wstępem chcę podkreślić ile może znaczyć taki wydaje się drobny i wyszukany gadżet dla biegacza, który rozpoczyna swoją przygodę z bieganiem nie na bieżni w młodym wieku i pod okiem trenerów, ale sam wychodząc na pierwsze treningi po lesie w sobie tylko znanym celu. W tym artykule przedstawię zalety i wady oraz ogólną opinię na temat produktu Tom Tom Spark 3 Cardio + Music, który testowałem przez ostatni miesiąc.

W artykule nie będę wnikał w techniczne szczegóły typu: z czego zrobiony jest zegarek, jaki ma wymiar itp., bo nie skupiam się na takich danych, a na funkcjonalności produktu ocenianej na podstawie przydatności podczas treningu.

 

Zegarek z punktu widzenia biegacza

Zegarek oferuje wybór wielu aktywności poza bieganiem, takich jak: kolarstwo, siłownia, trening w pomieszczeniach, bieżnia, pływanie, czy freestyle. Sporo tego. Osobiście korzystałem w trybu monitorowania biegania i kolarstwa, reszta jak dla mnie nie była przydatna w codziennym użytkowaniu. Na basen nie dotarłem… ): Co ten produkt zmierzy? Czas aktywności, prędkość, tempo, odległość, spalone kalorie. Możemy ustawić także trening interwałowy czy strefy tętna, w których chcemy odbyć trening. Osobiście korzystałem bardziej z tej pierwszej opcji, gdzie mogłem w końcu ustawić dokładny dystans jaki mi był potrzebny na intensywnym treningu do pokonywania określonych odcinków.

Pomiar GPS

Pierwszego dnia przeżyłem szok- zegarek zgubił się już na samym początku notując okrutne skoki dystansu. Najpierw według niego prawie stałem w miejscy, a następnie wystrzeliłem do przodu niczym z procy. Domyślam się, że to efekt tego, że nie zsynchronizowałem go z aplikacją, a jedynie po wyjęciu z pudełka podłączyłem do ładowarki, wstałem i pobiegłem. Wnioskuję tak dlatego, że na kolejnych treningach robił dobrą robotę. Na zwyczajowej wieczornej trasie zawsze w charakterystycznym punkcie nawrotki wskazywał tą samą wartość co poprzednim razem. Pomiar GPS szybko zdobył moje zaufanie- a to dla mnie najważniejsza funkcja biorąc pod uwagę to, że wcześniej nigdy nie biegałem na tętno, a samopoczucie i wskazanie prędkości.

Pomiar tętna z nadgarstka 

Wcześniej nie biegałem z pomiarem tętna ani z pasa, ani z nadgarstka. Słyszałem tylko mnóstwo opinii o uwierającym pasie lub niedokładnym pomiarze z nadgarstka. Tutaj Tom Tom oferuje to drugie rozwiązanie. Wcześniej po intensywnych odcinka lub nawet na mecie zawodów liczyłem puls z palcem na szyi z zegarkiem w ręku przez 10 sekund. Na bardzo intensywnych interwałach dochodziło do 182, oczywiście mogłem się pomylić o jedno czy dwa uderzenia, nie mówię, że nie. Jednak obserwują pomiar tętna na monitorze zegarka w czasie rzeczywistym i również później w aplikacji miałem do czynienia z wysokimi liczbami typu 155-160 podczas spokojnego wybiegania, kiedy z palcem na szyi i zegarkiem w ręku wyliczałem ok 140 uderzeń, różnica jednak dość dużą i rzadko mogłem ocenić ten pomiar jako rzetelny. Ode mnie minus za ten parametr.

Pomiar aktywności dobowej

Nie jestem fanem sprawdzania nowości technologicznych i odkrywania w jaki sposób co działa i nie mam pojęcia jak dokładnie funkcjonuje pomiar dziennej aktywności kiedy nie włączamy specjalnego trybu, ale podejrzewam, że poprzez ruch nadgarstka… Nie ważne jak, ale robi to na mnie spore wrażenie, bo przesiadłem się z zegarka, który miał tylko pomiar GPS podczas treningu. Tutaj mam całą aktywność, wyliczone zapotrzebowanie kaloryczne danego dnia, ilość snu, teoretyczny przebyty dystans- ogromna ilość danych z których można sporo wniosków wyciągnąć, jeśli ktoś lubi analizować najdrobniejsze szczegóły.

Muzyka z zegarka?

Czasem kiedy już brakuje mi towarzystwa na treningu zarzucam sobie słuchawki na uszy i pokonuję treningowy dystans odcięty o dźwięków towarzyszących mi na ścieżce obok ulicy czy nawet w lesie. Chociaż przyznam, że dźwięki lasu czasem na mnie dobrze wpływają, wyłączam się i uspokajam… Więc zarzucam zazwyczaj te słuchawki i rzadko słucham muzyki kosztem kolejnych audiobooków. Kiedy brakuje mi czasu na czytanie w domu to staram się podnieść efektywność czasu treningowego słuchając ostatnio 4 części Pieśni Lodu i Ognia- tak na marginesie to dość mocno rozjechała się akcja książki i filmu.
Chętnie bym przetestował możliwość wgrywania plików audio prosto do zegarka, jednak w zestawie nie znajdziemy kompatybilnych (ani niekompatybilnych) słuchawek, co jak dla mnie jest niezrozumiałe, bo zmusza użytkownika do dalszych poszukiwań sprzętu by móc ten produkt wykorzystać w pełni. Ile pamięci ma urządzenie żebyśmy trochę utworów mogli zmagazynować? 3 Gigabajty- nie mało.

Aplikacja TomTom Sports

TomTom jak każdy liczący się producent takiego sprzętu zaoferował użytkownikom platformę na której możemy dokładniej i bardziej przejrzyście niż na zegarku monitorować nasze treningi. Mapa, liczby, wykresy- to wszystko znajdziemy w aplikacji. Dodatkowo regularne łączenie zegarka z aplikacją zapewnia sprawne wyszukiwanie sygnału GPS do rozpoczęcia treningu, akurat tutaj zazwyczaj w ciągu 15-20 sekund (może szybciej, z zegarkiem w ręku nie sprawdzałem) ten sygnał już miałem. Wynik moim zdaniem naprawdę dobry.

Czas pracy

Według producenta zegarek powinien wytrzymać do 3 tygodni tylko śledząc aktywność dzienną, do 11 godzin w trybie GPS i w trybie GPS + tętno + muzyka do 5 godzin. Na cały tydzień mojego biegania nie starczyło baterii, bo obecnie kilometraż dochodzi do 160 kilometrów tygodniowo, ale tez nie musiałem ładować go codziennie, spokojnie te ok 10 godzin bateria trzymała, więc nie jest to jakaś czcza gadanina o wytrzymałym akumulatorze. A i z muzyczką ewentualny zainteresowany maratończyk czy ultras sobie długo pobiega- w 5 godzin można przebiec zimą w pagórkowatym terenie 60 kilometrów, potwierdzone info z Ultra Śledzia 😉

 

Wygląd

Jak dla mnie najmniej istotny element składający się na ocenę zegarka sportowego. Coś mogłoby być okrutnie brzydkie, ale jeśli ma działać jak trzeba to będę tego używał. Trening i zawody to nie rewia mody. Tom Tom Spark3 Cardio + Music to jednak bardzo prosta i estetyczna „powłoka zewnętrzna”. Wchodząc do pomieszczenia nikt nie odniesie wrażenia, że pierwszo wchodzi zegarek, a chwilę za nim użytkownik. Wygląd zdecydowanie na plus, lubię jak coś tak pasuje do wszystkiego, może nawet do garnituru bym zakładał, gdyby takiego ubioru wymagała moja praca 🙂
Fajnie w ten wygląd wkomponowuje się cały panel sterujący. Kwadracik, który jest tym samym przyciskiem dzięki któremu wyjmujemy serce zegarka z paska, jest też joystickiem ze sterowaniem góra/dół i prawo/lewo- to wszystko, więcej przycisków nie ma. Minimalizm, to lubię.
Jedynym co do czego miałem zastrzeżenia to pasek i jego zapięcie. Działa to na zasadzie zatrzasku i czasem jakby zbyt długo trzeba się pobawić nad odpowiednim zapięciem, tak by dobrze wszystko trzymało się ręki.

Podsumowanie

Takie gadżety służą mi głównie do biegania. Raczej nie myślałem wcześniej do używania takowych podczas innych aktywności. Wiązało się to też oczywiście z tym jakie możliwości sprzęt oferował, a były one zdecydowanie mniejsze. TomTom Spark 3 Cardio + Music oferuje dużo opcji i wszystko poza pomiarem tętna z nadgarstka wydaje się dopracowane i zaspokajające potrzeby najbardziej wymagających biegaczy, można rzec, że to taki mały kombajn posiadający ogromna moc mimo małego rozmiaru, efektywnie wspierający trening nie tylko biegowy, ale również kolarski, pływacki i ewentualne inne odbywające się w pomieszczeniu. Szkoda tylko, że pomiar tętna okazuje się dość niedokładny, w końcu dla wielu z nas to podstawowy parametr do utrzymywania „trudności” treningu. Dla zwolenników biegania z muzyką też dostarczono super opcję i jeśli tylko mamy odpowiednie słuchawki, mamy wszystko w jednym miejscu. Czy takie bajery są warte ceny 1099 zł? To już podlega indywidualnej ocenie 🙂 Ja lubię nowe zabawki 😀

Zaszufladkowano do kategorii Recenzje | 3 komentarze

Podsumowanie kwietnia 2017

Liczby kwietnia:

  • Objętość- 435 kilometrów
  • Dni wolne- 2
  • Długie wybiegania- 2
  • Starty- 2 (2x 10 km)
  • Treningi III zakresu: 4
  • Treningi II zakresu : 2

 

Do połowy kwietnia wszystkie treningi wychodziły jak należy, nawet lepiej, tzn. lżej niż myślałem. Było ciężko, ale każda jednostka miała odpowiednią jakość, odpowiednią szybkość. Po drodze pobiegłem w Grand Prix Zwierzyńca i zanotowałem bardzo dobry start, zakończony drugim miejscem i czasem 34.07 na błotnistej około 10 kilometrowej trasie, z mocnym wiatrem i wieloma nawrotkami- byłem bardzo zadowolony. W weekend Wielkanocny jednak zacząłem biegać sam ze względu na chorobę Dawida i przez kilka kolejnych dni dopadła mnie niechęć do biegania. Nie chciało mi się kompletnie wychodzić. Z drugiej jednak strony tydzień po świętach miałem  start w Biegu Oshee 10 kilometrów, dlatego chciałem zluzować trochę trening. Tak też zrobiłem, ostatni 7 dni przed dyszką biegałem luźno, z dwoma niezbyt wymagającym akcentami. Był to też pierwszy tydzień „taperingu” przed Wingsem. Operacja zakończyla się sukcesem i nadspodziewanie dobrym wynikiem 33.19. Byłem podbudowany i gotowy na Wingsa. Pozostało niczego nie zepsuć. Ostatni tydzień kwietnia, to nadal niższa niż w wielu poprzednich tygodniach objętość- 90 km, i głównie wypoczynek z niewielką ilością kilometrów w tempie startowym ze względu na dużą ilość obowiązków w pracy przez kolejne 3 dni, gdzie biegałem niewiele. Jednak dzięki temu odżyłem jak mi się wydawało i wróciłem na właściwe tory treningowe. W majówkę głowa znowu chciała biegać.

435 kilometrów w kwietniu to nadal fajna liczba, która mnie zadowala. Chciałbym taką utrzymywać co miesiąc przez cały rok. Jak do tej pory szło całkiem dobrze 🙂  To też za sprawą tylko 2 dni wolnych, które mają na to olbrzymi wpływ. Jednak u mnie sprawdza się aktywna regeneracja. Jeśli jestem zmęczony to biegam po prostu wolniej, luźniej i się dzięki temu regeneruję.

 

Tak w bardzo dużym skrócie i szerokim, miesięcznym spojrzeniu wyglądał kwiecień. Po szczegóły zapraszam do podsumowań- kwiecień to tygodnie 20-24 w cotygodniowych podsumowaniach.

Zaszufladkowano do kategorii Bieganie, Podsumowania tygodnia | Dodaj komentarz

Gdzie zatrzymać się na obozie/wakacjach?- Zakopane i Mountain Apartments

Jak szukać sobie zakwaterowania na wyjazd wakacyjny?
W tym konkretnym wypadku nacisk położę na Zakopane, w którym coraz częściej się pojawiam i ostatnio, poza skręconą kostką miałem bardzo pozytywne doświadczenia.

Na początek zazwyczaj zaczynamy od czynników, które bardzo wpływają na naszą decyzję o wyjeździe:

  • kiedy- tutaj ważne czy warunki atmosferyczne nas zadowolą, np. nie mam ochoty być w górach zasypanych śniegiem, a niektórzy właśnie takie lubią najbardziej
  • ile kasy możemy przeznaczyć na cały pobyt.

Czynnikiem, który w moim przypadku najbardziej determinuje miejsce zakwaterowania są pieniądze. Kończę studia, pracuję na pół etatu- wierzcie mi, że nie zarabiam za wiele, a podróżować mogę tylko dlatego, że szukam bardzo niskobudżetowych wypraw 🙂 Więc jak już ogarnę kiedy mogę i za ile to…:

  • przeglądam oferty z wyszukiwarek takich jak: Airbnb, booking.com,  nocowanie.pl, eholiday.pl i wyniki wyszukiwarki google po haśle „noclegi… (tutaj nazwa konkretnego miejsca)
  • pytam w grupach na fejsie z danej okolicy lub skupiającej miłośników np. Tatr- przykłady tutaj: Podróżnik/Podróżniczka poszukiwani, Chętni na podróż, Tatry- górskie wędrówki
  • orientuję się czy są możliwe dodatkowe koszty związane z wyborem kiepskiego lokum jak chociażby dojazdy do centrum miejscowości czy głównych atrakcji- w Tatrach odległość od konkretnych szlaków, czy trzeba będzie dojechać autobusem w interesujące mnie miejsca
  • określam czy posiłki przygotowuję sam czy jem na mieście, jeśli sam to dostępność kuchni jest mile widziana i pozwala zaoszczędzić pieniądze na jedzeniu, a w dodatku zachować jakościowe posiłki, co w moim przypadku jest bardzo ważne, chociaż tej jakości często brakuje…

W poprzednich latach wyjeżdżając gdziekolwiek szukałem pojedynczych pokoi, aby był dach nad głową i ładne miejsca dookoła. W tym roku nastąpiła zmiana. Przez kolejne wyjazdy za granicę, kiedy musiałem jednak sam zając się ogarnianiem noclegów (poprzednie wyjazdy ukierunkowane były na noclegu  znajomych) dotarło do mnie, żeby szukać noclegów nie najtańszych w liczeniu za osobę, ale najtańszych za miejsce noclegowe- czyli wynajmować całe pokoje/mieszkania/apartamenty.

Takim sposobem trafiłem na wynajęcie całego mieszkania na 8 osób w Rzymie za 60euro/doba 3 kilometry od centrum. Takim sposobem przekonałem się do wynajmowania pokoju, a nie łóżka.

Myślałem, że w Polsce jednak może być drożej niż za granicą, bo po prostu u nas jest jednak drogo. Myliłem się. W weekend 2-4 czerwca gościłem w apartamentach Mountain Apartments w Zakopanem. Pobyt był nagrodą za zwycięstwo w Ultra Śledziu. Do Zakopca mogę jeździć co tydzień gdybym tylko miał pieniądze i wolne w pracy, no ale o tym kiedy indziej. Z ciekawości przed przyjazdem sprawdzałem ceny,a tam takie kwoty:

 

Apartamenty z cenami poniżej od 200 do 400zł za dobę, na dodatek niektóre z basenem i sauną (powyższy cennik obejmuje te dwie usługi) w cenie. Do wyboru nawet 6 osobowe. W dodatku do wyboru są w centrum Zakopanego, a także w Kościelisku, wszystko w całkiem fajnym położeniu, zwłaszcza te położone na ul. Chałubińskiego gdzie mieszkaliśmy z Sylwią- 2 kilometry do szlaków w Kuźnicach.

Załóżmy, że wybieramy się 6-cio osobową ekipą na obóz biegowy do Zakopanego. Mamy takie wymagania:

  • tanio;
  • blisko do szlaków;
  • pralka;
  • kuchnia;
  • miejsce do rozciągania po treningu;
  • miejsce na wspólne pogaduchy;
  • możliwość regeneracji;
  • dostępność bieżni;
  • blisko do sklepu.

Takie potrzeby mi przychodzą do głowy.Kto ma więcej?

W przypadku 6-ciu osób koszty samego wynajęcia apartamentu wynoszą od 40 do 80 zł na głowę. OK, miałem już tańsze lokalizacje, jednak w tym mam pralkę, więc nie tracę czasu i energii na pranie ręczne lub nie muszę brać odzieży na cały pobyt. Do szlaków mamy blisko, ale jeśli biegamy to nie ma to większego czy 2, czy 4 km.

Kuchnia- jak dla mnie dostępność kuchni jest największą wartością dodaną przy zakwaterowaniu.  Po pierwsze oszczędzasz kilkanaście złotych dziennie, po drugie przygotowujesz sobie to na co masz ochotę i nie czekasz w lokalu aż Ci przygotują posiłek. Lub nie wcinasz kabanosów w marketu na śniadanie, obiad i kolację, bo możesz przygotować normalny domowy posiłek w kuchni 🙂

Zapiekanka makaronowa 😀 Bez kuchni nie zrobię…

Porozciągać możemy się w salonie, który jest też miejscem spania prawdopodobnie 2 osób z całej szóstki, dlatego zamiast tego wybieramy trawniczek za balkonem i patrząc na Giewont czy inne cudo gór łapiemy za te palce u stóp i trzymamy, cały czas patrząc na piękne góry 🙂

Widok z balkonu- Chałubińskiego Residence

Salon/kuchnia– miejsce gdzie dzieje się zawsze najwięcej. Poruszane są tematy poważne, żarty i przekazywane po cichu tajemnice 😛 Miejsce gdzie buduje się Team Spirit każdej drużyny. Zaopatrzone w telewizor i kominek. Dobre miejsce na relaks po dającym ostro w kość wycieczkom biegowym na Kasprowy czy Czerwone Wierchy 🙂

Regeneracja w basenie czy saunie przyda się jeśli przyjechałeś na 7-14 dni bezlitosnego treningu pod jesienne starty. A ceny wejścia na basen w stolicy Tatr to kolejne koszty. Większe niż w Białymstoku czy Suwałkach 🙂

Cennik aquaparku w Zakopanem

 

Aquapark nie rozpieszcza, dla porównania w Suwałkach za 2h pobytu zapłacimy 17 zł ulgowo z tego co pamiętam 🙂 Chociaż nieco niższe ceny oferuje Zakopiański COS- Centralny Ośrodek Sportu, tutaj od 7 zł/h.

 

Bieżnia. Niestety tego na podwórku przed apartamentem nie znajdziemy, a szkoda, bo byłaby pełnia szczęścia. W Zakopanem jest z tego co mi wiadomo jedna bieżnia, znajdująca się pod Wielką Krokwią. Cena? Nie znalazłem danych na ten temat, ale prawdopodobnie waha się od 4 do 10 złotych za wejście, bazuję tutaj na doświadczeniach z różnych miejsc Polski.

 

Bliskość sklepu. Przyjeżdżając na obóz będziemy jeść sporo i pić dużo wody. W dodatku spędzimy tam nie 2-3 dni, a przynajmniej 7. Zakupów pierwszego dnia na cały pobyt na pewno nie zrobimy. Dobrze by było mieć taki sklep w pobliżu, żeby nie tracić czasu na spacer lub dojazd jeśli byłaby taka konieczność. Czas też jest wartością, która ma duże znaczenie, przynajmniej ja z takiego założenia wychodzę 🙂

Z całego rachunku, a więc 40-80zł/os, możemy odliczyć ok 10 zł za basen, z 5-20 zł (naprawdę jedząc skromnie) dziennie oszczędzane na posiłkach dzięki przygotowywaniu samemu w kuchni, 6 zł na dojazdach do Kuźnic na szlaki. Wychodzi nam przeciętny koszt od 5 do 40 zł za sam apartament. Jest to model bardzo uproszczony, ale właśnie w taki sposób przekonałem się do korzystania z takich kwater. Standard, który oferują nam apartamenty, przynajmniej Mountain Apartments (bo akurat w tym byłem w Zakopanem) jest naprawdę bardzo wysoki. Aż stwierdziliśmy, że właśnie tak chcielibyśmy urządzić mieszkanie, czy dom w przyszłości 🙂 Zaś cena, w rzeczywistości wychodzi niższa (lub na bardzo zbliżonym poziomie) niż w najtańszych zakopiańskich pokojach liczących „za osobę”.

 

Polecam nie nastawianie się, że najniższy komfort będzie najtańszym i najbardziej odpowiednim rozwiązaniem 🙂 Nie jest to takie oczywiste. Fajnie jednak spędzić nasz długo wyczekiwany urlop, czy wykańczający obóz w tak komfortowych warunkach 🙂

 

PS: Apartamenty chyba w większości (może wszystkie), wyposażone są w kominek <3

Zaszufladkowano do kategorii Podróże | Dodaj komentarz

Projekt „Maraton w 2:30” na Patronite!

Projekt „Maraton w 2:30” od teraz na Patronite!

Od kilku miesięcy dostaję zapytania czy prowadzę treningi, czy mam swoją grupę biegową, którą „uczę”. Do niedawna uważałem, że skoro nie mam na to żadnego papieru to nie biorę się za to. Druga sprawa to, że średnio miałem na to czas. Ta druga się nie zmieniła 🙂

Jednak pierwsza… Sprawa wygląda tak, że od roku sam układam sobie treningi. Według własnego planu i koncepcji przepracowałem zimę i wiosną miałem dobre rezultaty. Oczywiście na długich dystansach, bo to do takich trenuję 🙂 Zacząłem inaczej patrzeć na sprawę. Skoro tak wiele osób pyta mnie o porady i możliwość trenowania ze mną mimo iż nie jestem kimś kto ma formalne podstawy by mianować się trenerem- to się otwieram.

Chcę przekazywać możliwie wiele informacji dla każdej osoby zainteresowanej bieganiem i sprawami około biegowymi. Chcę o tym rozmawiać i działać. Chcę się dokształcić w tym kierunku by ta wiedza przekazywana Wam czy to na blogu, czy w prostej rozmowie była jak najwyższej jakości. Chcę wychowywać biegowo społeczność. Upowszechniać bieganie wszędzie- nawet w moim rodzinnym Józefowie, gdzie poza mną chyba nie biega niestety nikt 🙁

Dlatego Patronite. Patronite to platforma, na której możecie wspierać moją działalność, a ja w zamian za to postaram się dać z siebie jeszcze więcej niż do tej pory, bo będę miał większe możliwości.

Niektórzy powiedzą, że to po prostu chodzi o pieniądze, że chcę zarobić. Z jednej strony słusznie. Chciałbym zajmować się bieganiem „etatowo”.  Poświęciłem masę czasu na to żeby samemu się edukować, poświęcam ten czas przekazując wiedzę każdemu zainteresowanemu, przez to mam mniej czasu na własne przyjemności, czy po prostu na pracę, przez co automatycznie moje zarobki z tytułu etatowej pracy są delikatnie mniejsze. Zawsze też marzyłem, bym pracował w sporcie. Więc teraz sport może być w większym stopniu moją praca niż dotychczas. Przede wszystkim to jednak pasja, pasja którą możecie pomóc rozwijać. Pasja, która niesie ze sobą wartość dla każdej biegającej osoby.

Jakie cele mam?
Planuję poszerzyć swoją edukację online, czyli przekazywać i objaśniać materiały z których sam się uczyłem. Gdzie? W specjalnie do tego utworzonej grupie na Fejsie w której będziemy dyskutować, rozmawiać o bieganiu, przez co będziemy się uczyć nawzajem. Chcesz dołączyć do grupy?
Dla sprawdzenia udostępniam grupę dla wszystkich na okres próbny 2 tygodni. Jeśli informacje tam znajdowane będą dla Was pomocne to zostaniecie na zasadach przedstawionych na Patronite- jeśli nie to się zwyczajnie rozstaniemy 🙂 Dołączyć do grupy możecie tutaj—->Grupa Projekt Maraton

Nasze możliwości są nieograniczone 🙂

 

Dodatkowo jeśli znajdzie się duża grupa zainteresowana wspólnymi treningami- w niedługim czasie da się to zorganizować- taki jest plan.

Bardzo ważne dla mnie jest to żeby się rozwijać, poznawać ludzkie organizmy, możliwości, wpływ treningów na progresję wyników. Chcę nabyć tą wiedzę w jak największym stopniu i ją sformalizować na papierze. Chcę mieć papiery na trenowanie Was 🙂

Moje życie to nie tylko bieganie. Bieganie to jego bardzo ważny element, który nakręca wiele innych wspaniałych rzeczy i wydarzeń, jak chociażby podróże, rozwój osobisty, nowe znajomości. Mam wiele do przekazania młodym ludziom, uczniom szkół podstawowych, gimnazjów (już niedługo), szkół średnich. Mam nadzieję inspirować ich osobiście. Chcę odwiedzić wiele szkół. Pokolenie maratończyków trzeba budować od podstaw 🙂

Co możecie dostać w zamian?

Bądźcie najbliżej tej całej wiedzy. Grupa na fejsie będzie dostępna tylko dla Patronów. Nie zamykam swojej wiedzy przed nikim, ale to w tej grupie będziemy rozwiązywać biegowe problemy, definiować je. Będziemy rozmawiać o bieganiu bezpośrednio. Łatwiej przekazać informacje w rozmowie niż tekście kierowanym do ogółu. To Wy będziecie mieli największy wpływ na to co będzie się na blogu ukazywać.
Na zainteresowanych czeka również możliwość wspólnych obozów biegowych, gdzie będę mógł z Wami popracować praktycznie przez całą dobę, 7 dni w tygodniu, albo i dłużej.  Pierwszy z nich będzie zorganizowany już w te wakacje. Więcej informacji na ten temat w czerwcu.

Tak wygląda Suwalszczyzna 🙂

Jedną z opcji są też krótkie 3-4 dniowe obozy na Suwalszczyźnie, którą też Warto zobaczyć i tam potrenować 🙂

 

Oto co możecie dać mi, a ja Wam 🙂 Zapraszam na Patronite!

Zaszufladkowano do kategorii Współpraca | Dodaj komentarz

Media o mnie

Od kiedy biegam kilkukrotnie pojawiałem się w mediach 🙂

Pojawiłem się na portalu Maratony Polskie 🙂

https://www.maratonypolskie.pl/mp_index.php?dzial=8&action=8&code=3045

 

W rodzinnych stronach też o mnie pamiętają:

http://www.suwalki24.pl/article/34,przebiec-maraton-w-230-potem-jeszcze-wiecej-arkadiusz-ostaszewski-po-zwyciestwie-w-ultra-sledziu

 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Współpraca | Dodaj komentarz

O mnie

Źródło: Fundacja Białystok Biega

Nazywam się Arek Ostaszewski. Urodziłem się w 1993 roku i większość życia jak do tej pory spędziłem na pięknej Suwalszczyźnie w miejscowości Józefowo, gdzie znajduje się mój dom rodzinny.
W ostatnich latach przeprowadziłem się do Białegostoku na studia. Wiodąc spokojne studenckie już życie czegoś mi brakowało, było zbyt nudno… Więc dołożyłem sobie trochę rywalizacji, by poczuć to co czułem na każdym treningu piłki nożnej, czy meczu w którym grałem- w 2013 roku zacząłem biegać.
Od tego czasu stale podnoszę sobie poprzeczkę i stawiam kolejne wyzwania. Obecne to przebiec Maraton w 2:30.
Półmaraton już biegam w 1:14:27, więc jeszcze tylko drugie tyle w takim tempie 🙂 Pracuję ciężko i przedstawiam to właśnie tutaj!

Zaszufladkowano do kategorii O mnie, O mnie | Dodaj komentarz

Moje życiówki

Moje życiówki przedstawiają się następująco:

  1. 1500m- 4.17
  2. 3000m- 9.09
  3. 5km- 16.52
  4. 10km- 33.19
  5. Półmaraton- 1.14.27
  6. Maraton- 2.56.11
  7. Bieg godzinny-17 200 metrów
  8. Najdłuższy bieg- 60 km
Zaszufladkowano do kategorii O mnie, Życiówki | Dodaj komentarz

Czym jest projekt „Maraton w 2:30”

Projekt „Maraton w 2:30” jest to osobisty projekt Arka Ostaszewskiego- czyli mnie, osoby piszącej te słowa. Od kiedy zacząłem biegać dystans maratonu był dla mnie magiczny. Dlatego debiutowałem w świecie biegów od razu na tym dystansie, dlatego biegam nadal.

Nie usatysfakcjonowało mnie złamanie granicy 3 godzin po kilku miesiącach od pierwszego startu. Robiąc to w pierwszej próbie kiedy taki wynik zakładałem, już wiedziałem, że to nie koniec i że wrócę na ten dystans za jakiś czas by go zdecydowanie poprawić. Po dwóch kolejnych latach poprawiania się na krótszych dystansach i odpoczynku od maratonu, przyszedł dzień kiedy zdecydowałem się określić co mnie w tej chwili usatysfakcjonuje. 19 września 2016 roku zadeklarowałem się, że w ciągu 3 lat, czyli do 19 września 2019 roku pobiegnę maraton co najmniej (lub co najwyżej)w czasie 2 godzin i 30 minut.

Projekt ma za zadanie pokazać jakie możliwości ma zwykły biegacz amator. Jakie warunki może sobie stworzyć ktoś baaardzo zdeterminowany. Pokazanie, że bieganie i sport w ogóle, ma ogromny wpływ na nasze życie. Wystarczy się zaangażować odpowiednio mocno by cieszyć się swoim życiem i nie narzekać, że powinno być lepsze.

Zaszufladkowano do kategorii Czym jest Projekt "Maraton w 2:30", O mnie, Uncategorized | Dodaj komentarz

Moja biegowa historia

Lubię mówić o tym jak to w grudniu 2013 roku zobaczyłem ogłoszenie na fejsie „Orlen Warsaw Marathon” i następnego dnia wyszedłem na trening. Jednak gdyby bardziej się zagłębić w moją historię… to bieganie było, pojawiło się dużo wcześniej.

Zacznę od tego, że od zawsze uwielbiałem grać w piłkę i mogłem za nią ganiać dniami i nocami. Pamiętam jak w podstawówce jeszcze w Józefowie wyskakiwaliśmy przez okno z klasy na boisko i kopaliśmy na przerwach. Moja szkoła nie była liczna. W głowie mam liczbę uczniów z któregoś roku… 27. Nie jest to liczba uczniów jednej klasy, ale całej szkoły. A wtedy jeszcze jak byłem w zerówce to gimnazjum nie było 😉

Była to przyjemna szkoła. Z wielkim korytarzem, malutkim sklepikiem, w którym polowało się na rogaliki chipicao lub 7days; ogromna huśtawką na zewnątrz i boiskiem pochylonym mocno w jedną stronę. Boisko było dostępne cały rok dla wszystkich. Najwięcej chyba graliśmy po nabożeństwach majowych, kiedy prosto z kościoła ok 19 wybiegaliśmy grupą ok 10 osób na boisko i kopaliśmy. Nieważna płeć, nieważny wiek, wszyscy grali razem. Miałem wtedy poniżej 10 lat jak to wszystko się działo.

W tej szkole uczyłem się tylko do 3 klasy podstawówki, czyli do wieku 8 lat. Aha i poszedłem do szkoły jako 5 latek, bez przymusu rządowego, po prostu tak to się u nas robi. Mam 7 rodzeństwa, starsza jest ode mnie tylko siostra Marcela- o dwa lata. Pozostali to po kolei od najstarszego: Damian, Patryk, Karol, Paweł, Natalia i Oliwka. Dużo nas 🙂 Tak wypadło, że dokładnie co drugi z nas poszedł do szkoły jako 5 latek 🙂 Rok w zerówce i jazda do pierwszej klasy, nikt nas nie mógł zatrzymać, chyba nie byliśmy głupi 😀 Tak to się więc potoczyło, że zawsze uczyłem się z ludźmi rok starszymi, aż do czasu studiów.

W 3 klasie podstawówki wszyscy uczniowie szkoły w Józefowie zostali już przeniesieni do Szkoły Podstawowej w Raczkach. Już w trzeciej klasie nauczycielka- Pani Halina Radaszkiewicz pod koniec roku wytypowała mnie do udziału w zawodach, które odbywały się w pięknie nazwanej miejscowości Stare Juchy. Jakby to było wczoraj słyszę w głowie teraz jej słowa: Tyle biegasz po korytarzu, tak szybko to uznałam, że powinieneś jechać na zawody.

Były to przełaje. Umarłem. Wystartowałem jak wariat i szybko spuchłem. 27 miejsce. Nie muszę nawet zaglądać do żadnych statystyk 🙂 Jakoś niedługo później pobiegłem jeszcze w Gąskach. Oba starty przełajowe. Była tam też Marcela, ona startowała już wcześniej na zawodach w Dowspudzie i szło jej zdecydowanie lepiej niż mi. Była w czołówce. To ona w dużej mierze mnie na te zawody wyciągała 🙂

W kolejnym roku wystartowałem tez chyba w 2-3 zawodach, bez większych osiągnięć, gdzieś z tyłu. Nikt nie zainteresował się tym żeby mnie potrenować, coś podpowiedzieć, czegoś takiego nie było. Więc tak jak wcześniej- na wariata do przodu i później aby przetrwać do mety.

W piątej klasie coś ruszyło: w Dowspudzie byłem dwukrotnie na podium bo zacząłem biegać ze swoim rocznikiem, a nie tak jak wcześniej z rok starszymi, z którymi się uczyłem. I tak to było niby trochę lepiej gdzieś tam w tej pierwszej 10 się tułałem prze kolejne lata. Nie startowałem niestety na bieżni, tylko przełaje.

W gimnazjum byłem już ważnym elementem biegowej kadry szkoły, jednak indywidualnie żadnych większych sukcesów nie osiągałem. W którejś z klas gimnazjalnych zakwalifikowałem się na Mistrzostwa Województwa w Turośni Kościelnej i jakieś odległe, chyba 48 miejsce.

W międzyczasie nadal kopałem piłkę. W I gimnazjum zacząłem grać w Polonii Raczki. Od początku roku szkolnego dojeżdżałem rowerem 12 kilometrów (w jedną stronę) dwa razy w tygodniu do Raczek- miałem 12 lat. Strzeliłem kilka bramek jesienią i … zimą na nartach wykręciłem nogę w kolanie.

Co roku zimą budowaliśmy niedużą skocznię narciarską i stawaliśmy się z kolegami Adamem Małyszem, Svenem Hanavaldem czy Janne Ahonenem. Miałem długie, toporne narty ze sztywnymi wielkimi butami i któregoś razu skacząc na takiej skoczni i osiągając kosmiczną odległość 2 metrów trafiłem na nierówność podłoża i narta mi okropnie odjechała, i się nie wypięła. Diagnoza lekarza była szybka- skręcona noga w kolanie i ponadrywane wiązadła. Na szczęście nie zerwane. 3 tygodnie szyny od tyłka do achillesa. Tak przesiedziałem 2 tygodnie ferii i jeszcze 2 kolejne tygodnie nauki, bo przedłużono usztywnienie nogi. Ten czas spędziłem na gapieniu się w TV i graniu na konsoli w Need for Speed i FIFA. Czas niezbyt produktywnie wykorzystany- sory, miałem 12 lat 🙂 Wróciłem do grania w piłkę po 2 miesiącach. Uraz nigdy więcej specjalnie nie sprawiał mi problemu.

Pamiętam jeden świetny start w gimnazjum, w sztafecie przełajowej w Wiżajnach. Sztafeta była mieszana- 5 dziewczyn i 5 chłopaków. Dostałem 7 zmianę.  Dystans 800m. Pałeczkę dostałem w momencie kiedy nasz drużyna była na 7 pozycji. Strata do 2 kolejnych miejsc ok 100 metrów. Dogoniłem ich po ok 250 metrach, wyprzedziłem, zostawiłem z tyłu i na 5 pozycji pałeczkę oddałem. „Trzeba było tak w podstawówce biegać” powiedział mi mój nauczyciel ze Szkoły Podstawowej.

Po kontuzji nie wróciłem do gry w Polonii Raczki. Grałem już tylko na podwórku i w szkolnych drużynach piłki nożnej i siatkówki. Zdecydowanie lepiej wychodziła mi piłka. Już wtedy chodziło mi głownie o to bym był widoczny i znany jako osoba bardzo aktywna i dobry sportowiec. Taka mania.

Pomiędzy zawodami (kilka razy) w roku nadal nic się nie działo. Żadnego treningu. Grałem w piłkę z kolegami na podwórku, to tyle. Lub aż tyle- bo to były długie godziny.

Przyszedł czas na szkołę średnią. Wybrałem technikum. Więc wyrównałem w trakcie tych 4 lat różnice w wieku pójścia na studia ze swoimi rówieśnikami. W wakacje przed pierwszą klasą wróciłem do grania w piłkę w Polonii. Szybko wywalczyłem sobie miejsce w podstawowym składzie i byłem dość skutecznym skrzydłowym w zespole Juniorów. Co tydzień czekałem na kolejny mecz z niecierpliwością. Na treningach dawałem z siebie wszystko i praktycznie żadnego nie odpuszczałem. Treningi mieliśmy 2 lub 3 razy w tygodniu, bywało różnie.

Kiedy tylko skończyłem 16 lat zacząłem grać w zespole seniorów. Tutaj już mi tak dobrze nie szło. Brakowało mi pewności siebie i skuteczności. Miałem kilka dobrych meczy, ale generalnie nie bardzo się wyróżniałem. Brakowało tego luzu, fantazji w grze.

Wracając do biegania… w szkole średniej dosłownie 2-3 razy do roku był jakiś wyjazd na zawody. Jeździłem na nie chyba od początku, ale bez jakiś specjalnych wyników. Tylko na zawodach wokół stadionu Wigier w Suwałkach robiłem wyniki. Zacząłem już biegać z głową. Startowałem wolno i szedłem do przodu by kończyć w ścisłej czołówce. Zdarzały się nawet zwycięstwa. Pewnego razu przed samym startem musiałem lecieć do łazienki. Wychodzę a tam już dosłownie za kilka sekund mają starować. Po kilku krzykach przystopowałem sędziego i mogłem się ustawić. Wybrałem miejsce gdzieś z tyłu. Start i po ok 1/3 dystansu ruszyłem do przodu. Dość pewnie ten bieg wygrałem i przy wręczaniu medali jeden z przedstawicieli Hańczy Suwałki zapytał mnie co ja w życiu robię. Odpowiedziałem, że gram w piłkę i biegać nie chcę 😉 Marzyło się o karierze piłkarza.

I tak ta szkoła średnia nadal mijała. Kopanie piłki i rywalizacja głównie na boisku. W wieku 18 lat znowu przydarzyła mi się kontuzja. Naderwanie ścięgna dużego palca u nogi, zwanego prostownikiem. Niestety suwalscy ortopedzi kompletnie nie mieli pojęcia co w tej nodze się wydarzyło i wsadzili całą stopę w szynę na 10 dni uważając, że to skręcenie palca. Męczyłem się z tym 9 miesięcy, tak plus minus 😉 Wizyty u wielu lekarzy i w końcu jeden z nich porównał oba palce, nacisnął i okazało się, że ten w prawej stopie nie umie utrzymać nacisku. Prostownik w uszkodzonej stopie był około połowę cieńszy niż w lewej. No i nic już z tym się nie dało zrobić poza wzmacnianiem przez ćwiczenia. Po kilku kolejnych miesiącach wróciłem do piłki i w pierwszym meczu skręciłem kostkę po kilku minutach gry. Tak mi minęła szkoła średnia.

Na studia wybrałem Białystok i kierunek Międzynarodowe Stosunki Gospodarcze na Uniwersytecie w Białymstoku. Kierunek kompletnie mnie nie interesował poza niektórymi zagadnieniami, które sam z siebie doczytywałem. Niestety wybór był nieprzemyślany i bardziej po to by „jakieś studia mieć”.

Nadal dojeżdżałem prawie co weekend na mecze Polonii. W Białymstoku nie czułem się specjalnie dobrze. Jednak sporo imprezowałem. Przez wiele pierwszych miesięcy praktycznie raz czy dwa w każdym tygodniu. Trochę się piło i się jadło. Przytyłem. Nie za dużo, ale robił się ze mnie misiek. Przy moich 173 centymetrach wzrostu to 76 kg wagi nie wyglądało dobrze. Mimo kiepskiego kierunku studiów to trafiłem świetną grupę ludzi, którzy też tak jak ja wybrali handel. Pierwszy rok był bardzo imprezowy. Coraz rzadziej jeździłem na mecze Polonii. Postawiłem na trochę aktywności w akademikowym pokoju. Drążek rozporowy był strzałem w dziesiątkę. Do tego 6 Weidera, pompki i była moc 😀

Tak minął pierwszy rok- na imprezach, marnowaniu czasu przy serialach (obejrzałem 9 sezonów chirurgów i 10 sezonów przyjaciół w kilka miesięcy) i uczęszczaniu na zajęcia które mnie nie interesowały. Nie żebym żałował, bo było fajnie 🙂 Poza tym jak to mówię- nie żałuję tego co było, bo nie byłbym w miejscu w którym jestem.

Pod koniec pierwszego roku studiów wyszedłem na zakupy do marketu, zobaczyłem rower za 340 zł i bez większego namysłu go kupiłem. Pierwszy rower od czasu komunii. Pierwsza taka rzecz kupiona za swoje 😀 Zacząłem kręcić kilometry. W wakacje pracowałem w Augustowie i tam mieszkałem. Dojeżdżałem codziennie łącznie 10 km do pracy. Niedużo. Po pracy za to pedałowałem często do Raczek. Wspominam o tym, bo nakręciłem w ciągu 2 miesięcy ok 2000 tyś kilometrów co na pewno miało to wpływ na formę biegową kilka miesięcy później. Nieświadomie zrobiłem dobrą bazę w wakacje, którą później… trochę zmarnowałem jesienią.

Ale po kolei- tutaj zaczyna się myślenie o bieganiu.

Podczas pracy w Augustowie już rok wcześniej wpadłem na baner informujący o czymś takim jak Półmaraton Augustowski. Chciałem wystartować już w 2012 roku, ale przeraził mnie limit 3h i opłata za coś co nie wiem czy dam radę ukończyć… byłem oszczędny 😀 Kolejny, już wspomniany rok z rowerem też kusił mnie Półmaraton w Augustowie i znowu nie wystartowałem. Po prostu nie przygotowywałem się do niego, nie biegałem wcale, poza okazjonalnym kopaniem piłki oczywiście. Dlatego po raz kolejny nie wystartowałem, ale już ten dystans powoli do mnie przemawiał. Był olbrzymi, nie znałem nikogo kto by biegał w zawodach ulicznych. Właściwe to nikogo kto by regularnie biegał gdziekolwiek.

Drugi rok studiów był znowu okropnie nudny, a ja marnowałem czas. Myślę, że w dużej części to było powodem tego, że potrzebowałem czegoś co zajmie mój czas. Da mi cel i długa drogę. Przyszedł grudzień i podczas długiego zimowego wieczoru przeglądając fejsa trafiłem na sponsorowaną reklamę Orlen Warsaw Marathon i to było to. Uderzyło we mnie od razu, że to jest coś czego nie robi się na co dzień. Coś nie da zwykłego człowieka. Coś wyjątkowego, dla ludzi bardzo wytrzymałych. Wyróżnik. Takie rzeczy lubię. Zapisałem się i opłaciłem po kilku minutach namysłu. Przyszedł czas na bieganie. Jednorazowo by dzieci powiedziały kiedyś „tata przebiegł maraton, bohater”.

Następnego dnia wyszedłem na trening, była to chyba wigilia lub dzień przed. Motywacja ogromna 🙂 Nie miałem pojęcia jak biegać, dlatego zacząłem szukać podpowiedzi, pomocy co i jak robić. Nakręcało mnie samo poszerzanie horyzontów. Dość szybko trafiłem na grupę „fejsbókową”- Białostocka Sekta Biegaczy i zapytałem o kogoś kto pomógłby mi ogarnąć temat. Trafiłem na Elizę Ostaszewską. W styczniu spotkaliśmy się na treningu- ona jeszcze szczupła a ja gruby, teraz jest odwrotnie, co nie Eliza? 😛 Opowiedziałem jej o swoich planach. Popatrzyła jak na idiotę i życzyła powodzenia, tak to w skrócie można opowiedzieć. W międzyczasie jednak jeszcze powiedziała o treningach siły biegowej i różnicowaniu treningów, raz mocniej, raz lżej, tak to rozumiałem i tymi zasadami kierowałem się przez kolejne 3 miesiące biegania. Z Elizą w tym czasie się nie widziałem i już właściwie z nikim na temat treningów za bardzo nie dyskutowałem. Po prostu wychodziłem 3-4 razy w tygodniu pobiegać. Raz nawet przebiegłem 27 kilometrów i to już w styczniu na treningu. Było spoko.

Trening nie był w jakiś szczególny sposób zaplanowany, ogarnięty i monitorowany. Jedynym miernikiem był czas. Włączałem stoper i biegłem. Nie wiedziałem ile kilometrów, w jakim tempie. Wychodziłem na 40-50 minut, czasem ponad godzinę. W lutym miałem już dość i zrobiłem sobie przerwę jak przyszły większe mrozy. 2 tygodnie przerwy i brak chęci na powrót do treningów. Jednak czasu było coraz mniej więc się zmusiłem.

W końcu nadszedł dzień 13 kwietnia, dzień startu. Żadnych sprawdzianów wcześniej. Żadnej testowej dyszki, piątki czy półmaratonu. To miał być tylko maraton i koniec tej zabawy 🙂

W Warszawie pojawiłem się dwa dni wcześniej. Przy odbieraniu pakietu dowiedziałem się o czymś takim jak żele energetyczne 😛 Serio, wcześniej nie miałem pojęcia, że coś takiego istnieje i nie miałem zamiaru używać. Skończyło się na tym, że jeden na trasie zjadłem. Bieg ukończyłem w 3:33:22. Na mecie byłem zachwycony zawodami, chociaż co prawda miałem delikatny kryzys około 30 kilometra. Jednak atmosfera biegu przekonała mnie do tego by to wariactwo kontynuować.

Miesiąc później wystartowałem w drugiej edycji Białystok Półmaraton i zrobiłem już wynik 1.26.04. Po tym biegu treningi były już bardziej świadome. Zacząłem ogarniać jak biegać by mieć progres, co na mnie działa. Biegałem więcej z Elizką i już od tego czasu trzymamy się do teraz i mamy za sobą wiele biegowych wyjazdów. Zaraz po półmaratonie poznałem też Julka z którym zaczęliśmy trenować pod Maraton Wigry odbywający się w sierpniu. Biegaliśmy jakimś planem z niemieckiej strony i po kilku tygodniach treningu na nieatestowanej co prawda trasie, ale pobiegłem niecałe 35 minut w biegu na 10 kilometrów. Później przyszedł czas na Wigry i tam na dystansie ponad 41 kilometrów w nie tak łatwym terenie ukończyłem w 2.59.59. Niedowierzałem na mecie….biegłem bez zegarka, nie miałem pojęcia jaki czas mam w danej chwili.

Kolejne miesiące to życiówki na każdym dystansie na jakim startowałem. W końcu na każdym debiutowałem 🙂 We wrześniu przebiegłem atestowane 10 kilometrów w 35.23 i po tym biegu rozpocząłem współpracę z trenerem Pawłem Kalinowskim. Kilka tygodni po tym biegu dorzuciłem jeszcze drugi maraton uliczny i złamałem granicę 3 godzin- 2.56.11.

Później po solidnie przepracowanej zimie przebiegłem 3. Białystok Półmaraton z czasem 1.15:33. Taki wynik po 17 miesiącach biegania. Napędzałem się każdym dobrym wynikiem. Wygląda to tak do teraz.

Wiele się nauczyłem i od czerwca 2016 roku trenuję według własnych planów. Ciągle szukam najskuteczniejszych rozwiązań i dostosowuję trening od swój organizm, ciągle się uczę. Nie wpadam w sztywne schematy. Dzięki temu w 2017 roku nadal mam progres na każdym dystansie i to znaczący.

Na dzień 20 maja 2017 roku jest to już 3,5 roku biegania. Przebiegłem w tym czasie ponad 10 tys kilometrów, ukończyłem grubo ponad 50 biegów.  Wykręciłem następujące życiówki:
-1500m: 4.17
-3000m: 9.09
-5 kilometrów: 16:52
-10 kilometrów: 33.19
-Półmaraton: 1:14:27
-Maraton: 2:56:11

Dodatkowo też wygrałem Ultra Śledzia na dystansie 50 kilometrów. Dużo podróżowałem. Poznałem mnóstwo wspaniałych ludzi. Rozwinąłem się jako człowiek i biegacz dzięki zdecydowaniu się na ten jeden bieg… Od sezonu debiutanckiego nie startowałem w maratonie, jednak ten dystans mnie nakręcał najbardziej. Dlatego powstał projekt „Maraton w 2:30”. Ta historia cały czas się pisze i mam nadzieję, że pojawi się jeszcze wiele jej rozdziałów.

PS: Wielu dodatkowych mniejszych historii związanych z bieganiem tutaj nie zawarłem. Poświęcę na nie może kiedyś oddzielne artykułu lub opowiem osobiście jak ktoś zapyta 🙂

 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Moja biegowa historia, O mnie | Dodaj komentarz