5. PKO Białystok Półmaraton- najlepsza impreza biegowa w Polsce

Czas na relację i analizę 5. PKO Białystok Półmaraton, który odbył się 14 maja 🙂
Od razu powiem, że to bezapelacyjnie najlepszy bieg w jakim wystartowałem i najprzyjemniejsze 21 kilometrów jakie przebiegłem w życiu. Bieg potwierdził, że nie bez powodu dostał wspominane we wcześniejszym wpisie o tym biegu odznaczenia.

Moje starty w Białystok Półmaraton zaczęły się w 2014 roku od debiutu na tym dystansie, a więc i życiówki- 1:26:04 o ile dobrze pamiętam i nie pamiętam którego miejsca. Jakiegoś odległego. W kolejnym roku wystartowałem znowu i trafiłem doskonale z formą wskakując do grona uznawanych za szybszych biegaczy w regionie z czasem 1:15:33 i 12 miejscem open. 2016 rok to już duża świadomość własnych możliwości, jednak nie trafienie z formą- 1:14:53, kolejna życiówka zrobiona w Białym i 10 miejsce open.

Meta w 2015 roku

W końcu przyszedł tegoroczny start, w którym jeszcze miesiąc temu miałem założenie tylko przetruchtać, przebrać się za jakiegoś supermena, „kitowca” z Power Rangers czy inna postać z dzieciństwa. Wszystko zmieniło się tydzień temu w Bratysławie, kiedy Wings for Life okazał się niestety klapą. Kiedy wyprzedził mnie samochód/meta już miałem plan. Zrobić to po raz kolejny, pobiec na życiówkę w Białymstoku.

Zaczęło się od pracy na stoisku Decathlon w piątek. Atmosferę budowali uczestnicy przychodzący po pakiety, rozstawiające się stoiska kolejnych wystawców i rozmowy o bieganiu z każdym kto tego dnia tam był. Każdy biegał. Każdy o tym rozmawiał. Piątek 6 godzin, w sobotę 13 godzin na stoisku. Czułem się jak ryba w wodzie w takim otoczeniu, jednak zmęczenie dało o sobie znać w sobotni wieczór. Ale to nic, miałem jeszcze całą noc na spanie 🙂 Teraz już wiem jak czuje się Oskier przed każdym większym biegiem w Warszawie 🙂

Na stoisku działałem w piątek i sobotę

Wracając jeszcze do soboty- Bieg Śniadaniowy 🙂 Biegłem rozmawiając, nagrywając i śmiejąc się z kolejnych kilometrów. Tak to można biegać. W towarzystwie, z rozmowami na około, na krótkim dystansie. Było przyjemnie 😀

Przejdźmy do samego biegu

Nigdy za wiele nie opisuję całej tej otoczki, no chyba, że rozgrzewkę 🙂
A jeszcze przed rozgrzewką, musiałem się obudzić i … poczuć okropnie zatkane suche gardło. Nie było przyjemnie. Na szczęście ciepła herbata i środki zwilżające gardło załatwiły sprawę. Kiedy wychodziłem z domu było już właściwie w normie. Liczyłem, że nie będzie to miało dzisiaj już żadnego znaczenia. O 9 byłem pod Pałacem Branickich. Szybko strzeliliśmy sobie fotkę z ekipą Decathlon Białystok- biega nas całkiem spora grupa 🙂 Później już leciałem się ogarnąć, do depozytu i jazda na rozgrzewkę.

9.25- zacząłem truchtać. W planie 15-20 minut. Już rozglądałem się za toaletą 🙂 Przedstartowy rytuał musiał być odprawiony- tzn. po prostu wizyta w toalecie 😉 Mnóstwo Toi Toi po obu stronach pałacu, kolejne na 9 kilometrze który był blisko strefy startowej, a i tak wszędzie ustawiały się kolejki. Chyba mnóstwo ludzi rozgrzewkę po prostu olało. Uwierzcie mi, że będzie Wam dzięki temu dużo lżej się biegło, a te kilka spalonych kalorii na 20 minutach aktywności przed startem nie będzie miało negatywnego wpływu na wynik, przeciwnie- trochę z wyniku urwiecie 😉 Dobrze, że znałem teren i wskoczyłem na Wydział Prawa na 2 minutki. Byłem gotowy.

Ustawiłem się w strefie startowej właściwie na samym początku. Znowu miałem dobrą pozycję startową. Zaczyna mi to przychodzić z łatwością 😀 Z tym, że dziękuję tutaj też organizatorom za miejsce w Elicie. Bez tego zapewne byłoby trudniej.

Booom!- start honorowy i już prawie mocno ruszyliśmy trochę zdezorientowani, ale szybko przyhamowani przez organizatorów przypominających, że to jeszcze nie czas. Armata zrobiła hałas 😀

Przeszliśmy kilka metrów i już czekaliśmy na rozpoczęcie tej rozgrywki.

Start

Zaczęło się ostro. Duża grupa zawodników ruszyła dosłownie z prędkością 3.0 i nawet cisnęła spory kawał w takim tempie, pewnie z 200-300 metrów. U mnie plan był prosty- mocno od początku, poniżej 3:35 i albo będzie dobrze, albo odczuję zmęczenie Wingsem po 15 kilometrze.

Źródło: Up To Date Festival

Pierwszy kilometr w 3.32 i wypracowanie sobie stabilnej pozycji. Niedaleko za czołówką, w grupie pościgowej. Wiedziałem już, że będę miał z kim biec. Adam Supiński ruszył ze mną, podobnie Alexey Czemodanow. Z Adamem w ostatnich latach trochę się ścigaliśmy i wiedziałem, że może wytrzymać ze mną prawie do samego końca, zdecydowanie poprawiając swoją życiówkę z przed roku kiedy to właśnie po takiej walce na 3/4 trasy obaj zrobiliśmy życiowe wyniki. Liczyłem na niego 🙂 Podobnie Alexey, też wiele razy rywalizowaliśmy bezpośrednio na trasie 🙂 Dobra grupa na atak życiówki.

Delikatnie przyspieszaliśmy kolejne kilometry: 3:28, 29, 26 i na 5 kilometrze wolno 3.39. Tutaj był długi podbieg na legionowej. Po drodze byłe też pierwszy punkt z wodą, organizowany chyba przez Polskie Radio Białystok. Zwyczajnie tego punktu nie zauważyłem, a już potrzebowałem przepłukać usta. Poratował mnie Adam wylewając na mnie trochę wody. Dzięki!!

Potrzebowałem już wody…

Już na tych kilku kilometrach poczułem magię tego biegu. To nie był zwyczajny półmaraton. Biegłem w mieście które znam, znam jego mieszkańców, żyję tutaj od 5 lat- brzmi prawie jak spot wyborczy, sory, ale tak to czuję 🙂
Od pierwszych kilometrów słyszałem mnóstwo okrzyków „Arek dawaj”, „Arek lecisz”. Tak jak to zawsze powtarzam- nie lubię biegać. Jednak tego dnia lubiłem. Lubiłem każdy kilometr biegu, każdy metr, właśnie dzięki temu, że widziałem i słyszałem wsparcie z każdej strony. Zaczęło się już na pierwszych metrach zaraz za linia startu, później z rozciągniętej grupy biegaczy na nawrotce na ul. Branickiego, i tak się ciągnęło do wysokości Rynku Siennego na ul. Legionowej. Kibice dosłownie utworzyli tunel,kilka kilometrów kibica, tunel w którym my biegliśmy 🙂 Miałem wrażenie, że mam najwięcej kibiców ze wszystkich uczestników, ale zapewne każdy z nas tego dnia tak myślał, bo kibice byli niesamowici.

Zaczęło się szarpanie tempa. Tak jak wiele razy mówiłem- nie mam wyczucia. 4 osobową grupą pokonywaliśmy kolejne kilometry. 3.23 na 6 km i później 36,17,29,37… kolejna szybka piątka, ale bardzo nierówna. Na 6 kilometrze koło opery kolejny punkt z wodą. Tylko mały bezpieczny łyczek i przepłukanie ust. Mogłem lecieć dalej. Czułem się dobrze. Było ciężko oczywiście, ale nic nie zapowiadało bym sobie z tym tempem miał nieporadzić już za chwilę 🙂

Na 8 kilometrze z tyłu zaczął zostawać z tyłu Adam i jeszcze jeden zawodnik którego nie znam. Biegłem już tylko z Alexey’em. Jednak też niedługo. Na kolejnym kilometrze zrobiła się między nami przewaga, którą z każdym kolejnym kilometrem powiększałem. Na 9 kilometrze łyknąłem już pierwszy żel. 200 metrów przed punktami z wodą była informacja o nim. Woda czy izo? Łapałem pierwszy kubek żeby coś łyknąć, w tym zawsze była woda, a później jeszcze jeden żeby się oblać i czasem trafiłem izo… 🙂

Urwaliśmy się grupie

Na 10 kilometrze miałem już kilkumetrową przewagę, tak mi się wydaje, bo nie oglądałem się do tyłu. Za wcześnie na takie zachowanie, a najlepiej go wgl unikać.

W tym momencie wbiegłem na kampus Uniwersytetu w Białymstoku. Szkoda, że tutaj nie było większej grupy kibiców, no ale co zrozumiałem zebrali się bliżej centrum. Przede mną w niedużej odległości była prowadząca kobieta. Dobrze, miałem kogo gonić. Z tyłu coraz bardziej odstawał Alexey i pozostała dwójka. Minąłem Uniwersytet i przebiegłem obok Stadionu Jagielloni. Ładna okolica, ale w tym momencie nie zwracałem na to uwagi. Miałem kryzys. Biegło mi się psychicznie bardzo fajnie, ale nogi nie utrzymywały prędkości. Wiedziałem, że trzeba się wziąć za robotę.

Na 13 kilometrze dogoniłem prowadzącą kobietę. Zacząłem znowu odnotowywać czasy które mnie satysfakcjonowały i kolejne kilometry biegłem już dość równo. 11 i 12 kilometr to odpowiednio 3.36 i 3.38, więc widać, że był delikatny kryzys. Na 13 jak wspomniałem zbliżyłem się mocno do prowadzącej zawodniczki i ją wyprzedziłem. Myślę, że to w dużej części zasługa biegaczy z którymi mijałem się na ul. 11 listopada. Jednak doping daje dużo mocy.

13 i kolejne kilometry to już tempo mocne i równe- kolejno 3.26; 3.26; 3.22; 3.24; 3.25; 3.28. Co się działo na tych sześciu kilometrach, że było tak równo i dobrze? Myślę, że to dzięki zawodniczce, którą miałem na plecach- biegła równo a ja się dostosowałem do tempa. Dodatkowo kolejne punktu z wodą, dawały trochę energii i kilka osób jechało na rowerach wzdłuż trasy. Widzicie co robi towarzystwo? 😀  W tej chwili już uwielbiałem ten bieg, mimo ogromnego wysiłku było fantastycznie.

Dobiegłem tak do 18 kilometra gdzie był kolejny punkt z wodą, wziąłem jeszcze jeden żel. Tutaj popełniłem błąd. Zjadłem za późno. Powinienem zjeść jakoś na 16-17 kilometrze by na 18 lub 19 dostać delikatny zastrzyk energii. Niestety wziąłem dopiero chwilę przed tym punktem. Leciałem jeszcze na dobrej prędkości 3.28, zobaczyłem kolegów z pracy dopingujących przy bramie Decathlon, wydawało mi się, że jeszcze nadal pełen mocy lecę dalej, a tu… minąłem bramę i odcięło mi prąd. Nogi zrobiły się betonowe i nie miałem siły biec na zbliżonej prędkości.

Męka. Z satysfakcją zmierzałem do mety, ale była to droga przez mękę. 19-sty kilometr w tempie 3.37, z ogromnymi problemami by tą prędkość utrzymać, kolejny w 3.45 i już zacząłem obawiać się o życiówkę.

Na ostatnim kilometrze jednak jeszcze trochę mocy wykrzesałem z siebie. Możliwe, że przy dopingu kibiców i wcześniejsze dwa kilometry byłyby mocniejsze, lub przy współpracy z innym zawodnikiem, jednak byłem sam. Wszyscy kibice byli już skupieni w okolicach mety. 21 kilometr w 3.27. Przede mną blisko 2 zawodników. Nie orientowałem się które miejsce, wiedziałem tylko że wysoko, podobnie jak rok wcześniej. To był dobry bieg i z uśmiechem goniłem ostatnią prostą na ul. Lipowej.

To jest radość!
Źródło: Fundacja Białystok Biega

Na mecie uścisk z organizatorem Grzegorzem Kuczyńskim, odebranie medalu i czekanie na pozostałych zawodników. Byłem 9 jak się okazało. Świetne miejsce. Myślałem, że przy tej liczbie uczestników, ponad 2 tysiące, będę walczy o miejsce około 15.

Jeść i pić. Tego potrzebowałem w tej chwili. Głównie pić 🙂 Łyknąłem i ruszyłem w tłum kibiców do swojej niezawodnej ekipy 😀

Kibice- nasze drugie nogi 🙂

 

Rynek wypełniony ludźmi. Atmosfera tryumfu, zmęczenia i… zwyczajnie lata. Bo to był taki pierwszy dzień lata. Piękna pogoda, ludzie na spacerach, lody w dłoni i zawody 😀

Strefa zawodników na mecie była w tym roku zdecydowanie większa niż w ubiegłym co daje duży plus organizatorom. Nawet w chwili finiszowania największych grup zawodników w okolicach czasu 1.45-2 normalnie tam się przemieszczałem. No i jedzenia- babka ziemniaczana i jakieś kosmiczne ciasteczka? Super 😀 Tego mi było trzeba 🙂

Wróciłem jeszcze w okolice mety popatrzeć na finiszujących i widziałem skrajnie wyczerpanych zawodników. Niestety dopóki duża część uczestników podchodzi do dystansu półmaratonu bez większego przygotowania to takie sceny będą miały miejsce. Żeby biegać trzeba biegać. I pić. Wydaję mi się, że wiele osób zapomniało o nawodnieniu w ostatnich dniach i zapłaciło za to na trasie. Na szczęście organizatorzy dwoili się i troili by nic nikomu złego się nie stało. Zdali test po raz kolejny.

Wracając do samych wyników z biegu- mam kilka liczb:
-9 miejsce open
-7 miejsce wśród Polaków
-4 miejsce w kategorii wiekowej
-3 miejsce wśród najszybszych mieszkańców Białegostoku
-2 miejsce w klasyfikacji PCK Podlasie Tour
-2 miejsce w klasyfikacji drużynowej z drużyną Ambasadorów Białystok Biega
-1 miejsce w Akademickich Mistrzostwach w Półmaratonie
-czas 1:14:27 – nowa życiówka 🙂

 

Podsumowując 5. PKO Białystok Półmaraton to dla mnie najlepsza impreza biegowa w jakiej brałem udział. Oby tylko do kolejnego startu w Białymstoku. Dla mnie było genialnie. Kibiców z roku na rok coraz więcej, mijanki z zawodnikami na kilku odcinkach, szybka trasa, bezpieczeństwo, piękna pogoda dla kibiców, dobre jedzenie. Czego chcieć więcej? Myślę, że organizatorzy już o to zadbają by dopisać do tej listy jeszcze coś w przyszłym roku.
Wystartuj w Białym, warto. To naprawdę nie bez powodu półmaraton uważany za najlepszy w Polsce 🙂

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bieganie, Starty- relacje. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *