Jak przebiec 680 kilometrów w ciągu miesiąca- podsumowanie lipca

Gdy podliczyłem kilometry z lipca to się trochę przeraziłem. Tak, wyszło 680 kilometrów- nawet ponad. Liczba która na mnie tak, że postanowiłem naprawdę w tym tygodniu zmniejszyć kilometraż, mimo że nadal czuję się super i fizycznie i psychicznie. O dziwo.

Po skręceniu kostki na początku czerwca myślałem, że trochę potrwa zanim odzyskam pełną mobilność i zaufanie do prawej nogi. Od 24 czerwca było już wszystko na optymalnym poziomie. Zero bólu, jedynie czasem rano zesztywniałe okolice stawu, jednak ok 5 lipca całkiem już to minęło. Dlatego od 24 czerwca właściwie trenuję już na maksymalnych obrotach i dość szybko zwiększyłem kilometraż. Szczerze mówiąc to za szybko, ale zachowałem niską intensywność przez co proces adaptacji dużej objętości poszedł świetnie.

fot. Marcin Mazewski, Meta „Przybij Piątkę w Kleosinie”

Chcę podkreślić, że na tak dużą objętość miało wpływ kilka czynników:

  • odstawienie na bok wielu rzeczy niepriorytetowych, ważnych, ale nie pilnych, m. in. odstawienie na bok magisterki na kilka tygodni (nadal nie skończyłem pisać i końca nie widać), ograniczenie wpisów na blogu, brak cotygodniowych podsumowań i wiele mniejszych rzeczy które cierpliwie czekały na swoją kolej, aż będzie czas;
  • na pół etatu w sklepie pozwala mi na więcej czasu niż przy pełnym etacie, to jasne, jednak w domu bardzo dużo pracuję zdalnie i tez musiałem to godzić z treningami, jednak patrz punkt kolejny, udało mi się bo…
  • postawić na bieganie w 100%- treningi były absolutnym priorytetem każdej doby. Nie było wychodzenia na imprezy, dostosowywania planów biegowych do reszty. Wszystko było dopasowywane do biegania;
  • regeneracja- co prawda nie odwiedzałem basenu, ale byłem na dwóch wizytach u fizjoterapeutów, rolowałem się praktycznie codziennie, rozciągałem, używałem elektrostymulacji, wzmacniałem się treningiem ogólnorozwojowym i bardzo dbałem o sen;
  • zmiana diety- postawiłem na jakościowe jedzenie, ograniczyłem słodycze i w ciągu kilku dni moje prędkości komfortowe zdecydowanie się poprawiły. Waga spadła z 72,5 do 68,5 kg bez spadku energii, a to było mocno zauważalne w wysiłku towarzyszącym treningowi- było lżej;
  • długie wprowadzenie do intensywnych jednostek, właściwie przez pierwszą połowę lipca niewiele kilometrów było pokonywanych na wymagających prędkościach, chciałem by było mi łatwo biegać 140 kilometrów tygodniowo, pierwsze na niskiej intensywności, później wprowadzać zwiększanie tych obciążeń.
  • Dawid- od mniej więcej połowy lipca możemy znowu trenować razem bardzo często, a w ostatnim tygodniu właściwie wszystkie jednostki pokonaliśmy razem- głowa miała ułatwienia, nogi miały już nie miały pomocy 🙂
  • 2 treningi dziennie- rozbijam codzienne 20 kilometrowe bieganie na 8 kilometrowy rozruch i resztę km na drugiej jednostce, zazwyczaj 12 km, ale czasami trochę więcej, czasami mniej, dzięki temu robiłem naprawdę bardzo dużo kilometrów, a nie czułem wielkiego obciążenia.
  • Nie mam dzieci- nie da się ukryć, że przy kilkuosobowej rodzinie byłoby to nieporównywalnie trudniejsze niż w sytuacji kiedy nie posiadam rozbieganej gromadki brzdąców 🙂

 

Co mi to daje?

Podstawę, bazę tlenową dzięki której teraz zostaje mi nadrabiać treningi szybkościowe, by nogi nadążały za płucami. Podczas ostatnich interwałów w tempie 3.10/km płuca nie odczuwały większego wysiłku, ale nogi już nie dawały rady przyspieszyć, wytworzyła się widoczna dysproporcja, ale na wyrównanie mam jeszcze sporo czasu do startów głównych. Czytając dużo artykułów o zawodnikach z Afryki możemy się dowiedzieć, że biegają oni od małego wiele kilometrów każdego dnia, bo nogi to ich środek transportu. Dlatego gdy wchodzą jednostki specjalistyczne potrafią działać na niewyobrażalnych prędkościach. Chce iść tą drogą. Wybiegać mnóstwo kilometrów z których będę mógł przyspieszać. Najpierw masa, potem rzeźba i będzie ładnie 🙂

Jak wyglądał mój trening? Udostępniam cały lipiec, smacznego 😉

Bardzo dużo spokojnego biegania. Tak zaczynają jednak Kenijczycy swoją drogę do wyników, a moja droga jeszcze jest bardzo długa, więc mam czas na spokojne kilometry i ich dużą liczbę 🙂

No i nie miałem dnia wolnego od biegania, regeneruję się po prostu naprawdę luźnym biegiem 🙂

Plan na sierpień? Biegać szybciej 🙂

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bieganie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *