Ładowanie węglowodanów przed Wings For Life

Jak sprawić żeby organizm jak najpóźniej odczuł brak energii na trasie biegu maratońskiego i dłuższych?

Jeden ze sposobów to doping, o którym nie mam właściwie żadnej wiedzy, bo dla mnie to nie wchodzi w grę i dlatego tego tematu nie będę rozwijał.

Drugim sposobem jest przedstartowe ładowanie węglowodanów. Na czym to polega? Jak je przeprowadzić by przyniosło oczekiwane efekty?

Bardzo dokładnie opisał to Warszawski Biegacz w tym wpisie. Przedstawił tam kilka punktów widzenia i poparł mocną, konkretną argumentacją i badaniami, a nie chcę kopiować jego artykułu dlatego odsyłam do jego lektury.

 

Teraz natomiast przedstawię jak wygląda ta procedura w moim wypadku.

Przed Ultra Śledziem kierowałem się następującymi wytycznymi:

  1. Cały proces dopasować do okoliczności.
    W tygodniu przed startem miałem wyjazd służbowy z kuszącymi posiłkami których nie chciałbym sobie odmawiać. Dlatego dietę rozpocząłem już w piątek 9 dni przed startem, tak by we poniedziałek ostatni posiłek był już z węglowodanami.
  2. Ograniczyć węgle w pierwszej fazie do minimum.
    Jak? Posiłki opierają się o ser biały, trochę orzeszków, mięso i warzywa.
  3. Dużo pić. Woda i woda z cytryną żeby odkwaszać organizm i by napędzać metabolizm dużo ilością płynów.
  4. Ostatnie 5 dni jeść posiłki składające się głównie z węglowodanów, najlepiej złożonych. Głównie jadłem spaghetti, różne modyfikacje makaronowych potraw, owsianka, banany. Starałem się nie jeść potraw smażonych i nie objadać się.

Efekt był taki, że na całej 60 kilometrowej trasie nie musiałem zatrzymywać się na żadnym punkcie żywnościowym, zjadłem 3 żele, nie miałem żadnej ściany, a ostatnie dwa kilometry, gdy ścigałem się z zawodnikiem z drugiego miejsca, pobiegłem w okolicach 3.30.

 

Jak to zrobię teraz? Właściwie już to robię.

  1. Start jest w niedzielę 7 maja. Cały proces zacząłem już w piątek 28 kwietnia ze względu na wesele przyjaciółki 1 maja na którym wiele ciasta może m nie skusić, a nie słynę z mega silnej woli. Dlatego nawet jeśli tego dnia zacznę już jeść węgle to nie będzie to złe dla całego procesu, chociaż optymalnie planuję zacząć ładowanie dzień później.
  2. Drugiego dnia na białku wykonałem dość mocną jednostkę 2x 5 km w mocnym drugim zakresie by wypłukać jak najmocniej zasoby glikogenu.
  3.  Jem podobnie jak przed UŚ, czyli sery białe, warzywa (dużo buraczków) i mięso (bez panierki :P)
  4.  Ładowanie węgli rozpoczynam co najmniej 4 dni przed startem. Głównie postawię na cukry złożone, oprę się na kaszach, ryżu, makaronach i owsiance.
  5. Dzień przed startem ograniczę spożycie błonnika.

Ufam tej diecie, nie zawiodłem się jeszcze ani razu na niej, korzystałem kilka razy. Głównie opinię o jej skutecznym działaniu opieram na doświadczeniu z ultra.  Jaki efekt będzie tym razem? Mam nadzieję, że przebiegnę więcej niż na Ultra Śledziu 🙂

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bieganie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *