Podsumowanie 25 tygodnia przygotowań do 2:30

Tydzień, który miał być zwieńczony najważniejszym startem wiosny. Jak wyszło to już wiecie- nie za dobrze. Co mogło pójść nie tak w treningach? Tutaj wydaje mi się, że wszystko grało jak trzeba, byłem wypoczęty i pełen energii przez cały tydzień. Poza poniedziałkiem…

Poniedziałek 1 maja

8 kilometrów spokojnego biegania rano. Byłem na diecie białkowo-tłuszczowej 4 dzień. Miało być kiepsko, a jednak zdecydowanie lepiej się czułem niż dzień wcześniej, kiedy w pracy buty mi się dwoiły w oczach pod koniec dnia. Tego dnia miałem też wesele przyjaciółki ze studiów. Czy piłem? Wzniosłem łącznie 3 toasty 😉

3 toasty, tańce i dobre foty 🙂

Wtorek 2 maja

Porządnie odespałem imprezę- 7 godzin snu. Nie odczuwałem żadnego zmęczenia, a na dodatek zrobiłem dzień wolny od treningu, by organizm miał czas na odpoczynek po wcześniejszych tańcach. Bieganie nie było zupełnie potrzebne tego dnia.

Środa 3 maja

Ostatni intensywniejszy trening przed startem w Bratysławie. 5 kilometrów rozgrzewki następnie 6 kilometrów w tempie delikatnie szybszym (3.50) niż przewidywane startowe w niedzielę, by sprawdzić jak się czuję biegnąc w tym tempie. Było w porządku, bez żadnych problemów, bez dużego wysiłku. Po tym jeszcze kilometr w tempie zdecydowanie szybszym by rozruszać się, poczuć prędkość i docenić tempo 4.0 na zawodach. Na koniec 4 km schłodzenia.

Czwartek 4 maja

11 kilometrów biegu spokojnego, a na koniec rytmy 5x 100 metrów na pobudzenie.

Piątek 5 maja

Jedynie 5 kilometrów i kilka przebieżek. Czułem się naprawdę świetnie.

Sobota 6 maja

Dzień bez biegania, a co robiłem tego dnia? Opisze to w poście relacjonującym wyjazd do Bratysławy.

Na trasie Wings for Life

Niedziela 7 maja

Rozgrzewka ok 2,5 km spokojnego truchtania, później rozciąganie. Skupiłem się na łydkach, brzuchu i ramionach. Bieg mogę podzielić na dwa etapy 36 kilometrów w tempie średnim 4.0-4.02 i 6 kilometrów przerywane ciągłymi dolegliwościami.

Wyszedł świetny trening, który mam nadzieję, że przysłuży mi się w kolejnych tygodniach.

Podsumowując, tydzień był z małą objętością- 82 kilometry, dbałem o to by na treningach biegało mi się jak najlepiej, by organizm był ciągle wypoczęty. Zwyczajowo już w środku tygodnia zrobiłem ostatni akcent, który wszedł dobrze, na spokojnym tętnie i czułem się komfortowo. Jeśli chodzi o trening, niewiele bym tutaj miał na chwilę obecną zarzutów. Nie zadziałały sprawy około biegowe o których więcej piszę w relacji z Wings for Life.

Zaszufladkowano do kategorii Bieganie, Podsumowania tygodnia | Dodaj komentarz

5. PKO Białystok Półmaraton- najlepsza impreza biegowa w Polsce

Czas na relację i analizę 5. PKO Białystok Półmaraton, który odbył się 14 maja 🙂
Od razu powiem, że to bezapelacyjnie najlepszy bieg w jakim wystartowałem i najprzyjemniejsze 21 kilometrów jakie przebiegłem w życiu. Bieg potwierdził, że nie bez powodu dostał wspominane we wcześniejszym wpisie o tym biegu odznaczenia.

Moje starty w Białystok Półmaraton zaczęły się w 2014 roku od debiutu na tym dystansie, a więc i życiówki- 1:26:04 o ile dobrze pamiętam i nie pamiętam którego miejsca. Jakiegoś odległego. W kolejnym roku wystartowałem znowu i trafiłem doskonale z formą wskakując do grona uznawanych za szybszych biegaczy w regionie z czasem 1:15:33 i 12 miejscem open. 2016 rok to już duża świadomość własnych możliwości, jednak nie trafienie z formą- 1:14:53, kolejna życiówka zrobiona w Białym i 10 miejsce open.

Meta w 2015 roku

W końcu przyszedł tegoroczny start, w którym jeszcze miesiąc temu miałem założenie tylko przetruchtać, przebrać się za jakiegoś supermena, „kitowca” z Power Rangers czy inna postać z dzieciństwa. Wszystko zmieniło się tydzień temu w Bratysławie, kiedy Wings for Life okazał się niestety klapą. Kiedy wyprzedził mnie samochód/meta już miałem plan. Zrobić to po raz kolejny, pobiec na życiówkę w Białymstoku.

Zaczęło się od pracy na stoisku Decathlon w piątek. Atmosferę budowali uczestnicy przychodzący po pakiety, rozstawiające się stoiska kolejnych wystawców i rozmowy o bieganiu z każdym kto tego dnia tam był. Każdy biegał. Każdy o tym rozmawiał. Piątek 6 godzin, w sobotę 13 godzin na stoisku. Czułem się jak ryba w wodzie w takim otoczeniu, jednak zmęczenie dało o sobie znać w sobotni wieczór. Ale to nic, miałem jeszcze całą noc na spanie 🙂 Teraz już wiem jak czuje się Oskier przed każdym większym biegiem w Warszawie 🙂

Na stoisku działałem w piątek i sobotę

Wracając jeszcze do soboty- Bieg Śniadaniowy 🙂 Biegłem rozmawiając, nagrywając i śmiejąc się z kolejnych kilometrów. Tak to można biegać. W towarzystwie, z rozmowami na około, na krótkim dystansie. Było przyjemnie 😀

Przejdźmy do samego biegu

Nigdy za wiele nie opisuję całej tej otoczki, no chyba, że rozgrzewkę 🙂
A jeszcze przed rozgrzewką, musiałem się obudzić i … poczuć okropnie zatkane suche gardło. Nie było przyjemnie. Na szczęście ciepła herbata i środki zwilżające gardło załatwiły sprawę. Kiedy wychodziłem z domu było już właściwie w normie. Liczyłem, że nie będzie to miało dzisiaj już żadnego znaczenia. O 9 byłem pod Pałacem Branickich. Szybko strzeliliśmy sobie fotkę z ekipą Decathlon Białystok- biega nas całkiem spora grupa 🙂 Później już leciałem się ogarnąć, do depozytu i jazda na rozgrzewkę.

9.25- zacząłem truchtać. W planie 15-20 minut. Już rozglądałem się za toaletą 🙂 Przedstartowy rytuał musiał być odprawiony- tzn. po prostu wizyta w toalecie 😉 Mnóstwo Toi Toi po obu stronach pałacu, kolejne na 9 kilometrze który był blisko strefy startowej, a i tak wszędzie ustawiały się kolejki. Chyba mnóstwo ludzi rozgrzewkę po prostu olało. Uwierzcie mi, że będzie Wam dzięki temu dużo lżej się biegło, a te kilka spalonych kalorii na 20 minutach aktywności przed startem nie będzie miało negatywnego wpływu na wynik, przeciwnie- trochę z wyniku urwiecie 😉 Dobrze, że znałem teren i wskoczyłem na Wydział Prawa na 2 minutki. Byłem gotowy.

Ustawiłem się w strefie startowej właściwie na samym początku. Znowu miałem dobrą pozycję startową. Zaczyna mi to przychodzić z łatwością 😀 Z tym, że dziękuję tutaj też organizatorom za miejsce w Elicie. Bez tego zapewne byłoby trudniej.

Booom!- start honorowy i już prawie mocno ruszyliśmy trochę zdezorientowani, ale szybko przyhamowani przez organizatorów przypominających, że to jeszcze nie czas. Armata zrobiła hałas 😀

Przeszliśmy kilka metrów i już czekaliśmy na rozpoczęcie tej rozgrywki.

Start

Zaczęło się ostro. Duża grupa zawodników ruszyła dosłownie z prędkością 3.0 i nawet cisnęła spory kawał w takim tempie, pewnie z 200-300 metrów. U mnie plan był prosty- mocno od początku, poniżej 3:35 i albo będzie dobrze, albo odczuję zmęczenie Wingsem po 15 kilometrze.

Źródło: Up To Date Festival

Pierwszy kilometr w 3.32 i wypracowanie sobie stabilnej pozycji. Niedaleko za czołówką, w grupie pościgowej. Wiedziałem już, że będę miał z kim biec. Adam Supiński ruszył ze mną, podobnie Alexey Czemodanow. Z Adamem w ostatnich latach trochę się ścigaliśmy i wiedziałem, że może wytrzymać ze mną prawie do samego końca, zdecydowanie poprawiając swoją życiówkę z przed roku kiedy to właśnie po takiej walce na 3/4 trasy obaj zrobiliśmy życiowe wyniki. Liczyłem na niego 🙂 Podobnie Alexey, też wiele razy rywalizowaliśmy bezpośrednio na trasie 🙂 Dobra grupa na atak życiówki.

Delikatnie przyspieszaliśmy kolejne kilometry: 3:28, 29, 26 i na 5 kilometrze wolno 3.39. Tutaj był długi podbieg na legionowej. Po drodze byłe też pierwszy punkt z wodą, organizowany chyba przez Polskie Radio Białystok. Zwyczajnie tego punktu nie zauważyłem, a już potrzebowałem przepłukać usta. Poratował mnie Adam wylewając na mnie trochę wody. Dzięki!!

Potrzebowałem już wody…

Już na tych kilku kilometrach poczułem magię tego biegu. To nie był zwyczajny półmaraton. Biegłem w mieście które znam, znam jego mieszkańców, żyję tutaj od 5 lat- brzmi prawie jak spot wyborczy, sory, ale tak to czuję 🙂
Od pierwszych kilometrów słyszałem mnóstwo okrzyków „Arek dawaj”, „Arek lecisz”. Tak jak to zawsze powtarzam- nie lubię biegać. Jednak tego dnia lubiłem. Lubiłem każdy kilometr biegu, każdy metr, właśnie dzięki temu, że widziałem i słyszałem wsparcie z każdej strony. Zaczęło się już na pierwszych metrach zaraz za linia startu, później z rozciągniętej grupy biegaczy na nawrotce na ul. Branickiego, i tak się ciągnęło do wysokości Rynku Siennego na ul. Legionowej. Kibice dosłownie utworzyli tunel,kilka kilometrów kibica, tunel w którym my biegliśmy 🙂 Miałem wrażenie, że mam najwięcej kibiców ze wszystkich uczestników, ale zapewne każdy z nas tego dnia tak myślał, bo kibice byli niesamowici.

Zaczęło się szarpanie tempa. Tak jak wiele razy mówiłem- nie mam wyczucia. 4 osobową grupą pokonywaliśmy kolejne kilometry. 3.23 na 6 km i później 36,17,29,37… kolejna szybka piątka, ale bardzo nierówna. Na 6 kilometrze koło opery kolejny punkt z wodą. Tylko mały bezpieczny łyczek i przepłukanie ust. Mogłem lecieć dalej. Czułem się dobrze. Było ciężko oczywiście, ale nic nie zapowiadało bym sobie z tym tempem miał nieporadzić już za chwilę 🙂

Na 8 kilometrze z tyłu zaczął zostawać z tyłu Adam i jeszcze jeden zawodnik którego nie znam. Biegłem już tylko z Alexey’em. Jednak też niedługo. Na kolejnym kilometrze zrobiła się między nami przewaga, którą z każdym kolejnym kilometrem powiększałem. Na 9 kilometrze łyknąłem już pierwszy żel. 200 metrów przed punktami z wodą była informacja o nim. Woda czy izo? Łapałem pierwszy kubek żeby coś łyknąć, w tym zawsze była woda, a później jeszcze jeden żeby się oblać i czasem trafiłem izo… 🙂

Urwaliśmy się grupie

Na 10 kilometrze miałem już kilkumetrową przewagę, tak mi się wydaje, bo nie oglądałem się do tyłu. Za wcześnie na takie zachowanie, a najlepiej go wgl unikać.

W tym momencie wbiegłem na kampus Uniwersytetu w Białymstoku. Szkoda, że tutaj nie było większej grupy kibiców, no ale co zrozumiałem zebrali się bliżej centrum. Przede mną w niedużej odległości była prowadząca kobieta. Dobrze, miałem kogo gonić. Z tyłu coraz bardziej odstawał Alexey i pozostała dwójka. Minąłem Uniwersytet i przebiegłem obok Stadionu Jagielloni. Ładna okolica, ale w tym momencie nie zwracałem na to uwagi. Miałem kryzys. Biegło mi się psychicznie bardzo fajnie, ale nogi nie utrzymywały prędkości. Wiedziałem, że trzeba się wziąć za robotę.

Na 13 kilometrze dogoniłem prowadzącą kobietę. Zacząłem znowu odnotowywać czasy które mnie satysfakcjonowały i kolejne kilometry biegłem już dość równo. 11 i 12 kilometr to odpowiednio 3.36 i 3.38, więc widać, że był delikatny kryzys. Na 13 jak wspomniałem zbliżyłem się mocno do prowadzącej zawodniczki i ją wyprzedziłem. Myślę, że to w dużej części zasługa biegaczy z którymi mijałem się na ul. 11 listopada. Jednak doping daje dużo mocy.

13 i kolejne kilometry to już tempo mocne i równe- kolejno 3.26; 3.26; 3.22; 3.24; 3.25; 3.28. Co się działo na tych sześciu kilometrach, że było tak równo i dobrze? Myślę, że to dzięki zawodniczce, którą miałem na plecach- biegła równo a ja się dostosowałem do tempa. Dodatkowo kolejne punktu z wodą, dawały trochę energii i kilka osób jechało na rowerach wzdłuż trasy. Widzicie co robi towarzystwo? 😀  W tej chwili już uwielbiałem ten bieg, mimo ogromnego wysiłku było fantastycznie.

Dobiegłem tak do 18 kilometra gdzie był kolejny punkt z wodą, wziąłem jeszcze jeden żel. Tutaj popełniłem błąd. Zjadłem za późno. Powinienem zjeść jakoś na 16-17 kilometrze by na 18 lub 19 dostać delikatny zastrzyk energii. Niestety wziąłem dopiero chwilę przed tym punktem. Leciałem jeszcze na dobrej prędkości 3.28, zobaczyłem kolegów z pracy dopingujących przy bramie Decathlon, wydawało mi się, że jeszcze nadal pełen mocy lecę dalej, a tu… minąłem bramę i odcięło mi prąd. Nogi zrobiły się betonowe i nie miałem siły biec na zbliżonej prędkości.

Męka. Z satysfakcją zmierzałem do mety, ale była to droga przez mękę. 19-sty kilometr w tempie 3.37, z ogromnymi problemami by tą prędkość utrzymać, kolejny w 3.45 i już zacząłem obawiać się o życiówkę.

Na ostatnim kilometrze jednak jeszcze trochę mocy wykrzesałem z siebie. Możliwe, że przy dopingu kibiców i wcześniejsze dwa kilometry byłyby mocniejsze, lub przy współpracy z innym zawodnikiem, jednak byłem sam. Wszyscy kibice byli już skupieni w okolicach mety. 21 kilometr w 3.27. Przede mną blisko 2 zawodników. Nie orientowałem się które miejsce, wiedziałem tylko że wysoko, podobnie jak rok wcześniej. To był dobry bieg i z uśmiechem goniłem ostatnią prostą na ul. Lipowej.

To jest radość!
Źródło: Fundacja Białystok Biega

Na mecie uścisk z organizatorem Grzegorzem Kuczyńskim, odebranie medalu i czekanie na pozostałych zawodników. Byłem 9 jak się okazało. Świetne miejsce. Myślałem, że przy tej liczbie uczestników, ponad 2 tysiące, będę walczy o miejsce około 15.

Jeść i pić. Tego potrzebowałem w tej chwili. Głównie pić 🙂 Łyknąłem i ruszyłem w tłum kibiców do swojej niezawodnej ekipy 😀

Kibice- nasze drugie nogi 🙂

 

Rynek wypełniony ludźmi. Atmosfera tryumfu, zmęczenia i… zwyczajnie lata. Bo to był taki pierwszy dzień lata. Piękna pogoda, ludzie na spacerach, lody w dłoni i zawody 😀

Strefa zawodników na mecie była w tym roku zdecydowanie większa niż w ubiegłym co daje duży plus organizatorom. Nawet w chwili finiszowania największych grup zawodników w okolicach czasu 1.45-2 normalnie tam się przemieszczałem. No i jedzenia- babka ziemniaczana i jakieś kosmiczne ciasteczka? Super 😀 Tego mi było trzeba 🙂

Wróciłem jeszcze w okolice mety popatrzeć na finiszujących i widziałem skrajnie wyczerpanych zawodników. Niestety dopóki duża część uczestników podchodzi do dystansu półmaratonu bez większego przygotowania to takie sceny będą miały miejsce. Żeby biegać trzeba biegać. I pić. Wydaję mi się, że wiele osób zapomniało o nawodnieniu w ostatnich dniach i zapłaciło za to na trasie. Na szczęście organizatorzy dwoili się i troili by nic nikomu złego się nie stało. Zdali test po raz kolejny.

Wracając do samych wyników z biegu- mam kilka liczb:
-9 miejsce open
-7 miejsce wśród Polaków
-4 miejsce w kategorii wiekowej
-3 miejsce wśród najszybszych mieszkańców Białegostoku
-2 miejsce w klasyfikacji PCK Podlasie Tour
-2 miejsce w klasyfikacji drużynowej z drużyną Ambasadorów Białystok Biega
-1 miejsce w Akademickich Mistrzostwach w Półmaratonie
-czas 1:14:27 – nowa życiówka 🙂

 

Podsumowując 5. PKO Białystok Półmaraton to dla mnie najlepsza impreza biegowa w jakiej brałem udział. Oby tylko do kolejnego startu w Białymstoku. Dla mnie było genialnie. Kibiców z roku na rok coraz więcej, mijanki z zawodnikami na kilku odcinkach, szybka trasa, bezpieczeństwo, piękna pogoda dla kibiców, dobre jedzenie. Czego chcieć więcej? Myślę, że organizatorzy już o to zadbają by dopisać do tej listy jeszcze coś w przyszłym roku.
Wystartuj w Białym, warto. To naprawdę nie bez powodu półmaraton uważany za najlepszy w Polsce 🙂

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Bieganie, Starty- relacje | Dodaj komentarz

Czasem słońce, czasem śnieg- czyli białostockie bieganie

12- tyle skrajnie wycieńczonych osób trafiło do szpitala po niedzielnym półmaratonie w Białymstoku. Do tego wiele mniej drastycznych sytuacji wymagających pomocy sanitariuszy, wolontariuszy czy ludzi na trasie dla poszkodowanych. Takie informacje podają Maratony Polskie w swojej relacji. Nigdy wcześniej nie widziałem takich sytuacji. Trafiliśmy piękną pogodę na dzień startu, jednak nie do końca optymalną do biegania 😉

Tym razem z tego co mi wiadomo nie stało się nic na tyle poważnego, by ktoś ponosił jakieś długotrwałe konsekwencje zdrowotne z powodu startu. Tak było tym razem dzięki świetnej organizacji biegu, która stała na bardzo wysokim poziomie i nie dopuściła do tego, a także dużej liczbie biegaczy, którzy wspierali się nawzajem.

Jednak w przyszłości pamiętajmy by samemu zadbać o to by tej pomocy nie potrzebować.

  1. Reagujmy na temperaturę- tutaj był ogromny przeskok  temperatury w ostatnich dniach. Gdyby podobne warunki utrzymały się około tygodnia to prawdopodobnie 80% wspomnianych sytuacji nie miałoby miejsca. Mielibyśmy czas na „aklimatyzację”. Widzieliśmy jakie warunki były we wtorek i środę- padał śnieg. W piątek było już grubo powyżej 20 stopni na słońcu. Gorąco było każdemu, bo to pierwsze takie temperatury, a skoro było gorąco bez biegani to wypadałoby zwolnić przynajmniej w pierwszej części dystansu. Pogoń za życiówką? Jak najbardziej, popieram ambicję, ale trzeba być realista i reagować na warunki. W takim upale oszczędź się w pierwszej części dystansu i jeśli słońce nie będzie Ci dokuczało to rusz po 15 kilometrze, jeśli ocenisz swój stan jako bardzo dobry.

    Wtorkowy śnieg i temperatura ok 5 stopni

  2. Pij dużo wody- słyszałem nawet takie zdanie „ej, a to nie lepiej wypić trochę mnie i mniej ważyć na starcie?”. Absolutnie nie! 3-4 litry dziennie moim zdaniem powinno się minimalnie pić w takich warunkach ostatnie 2 dni przed startem. kilogram mniej nie zrekompensuje Ci strat czasowych i zdrowotnych jeśli będziesz zbyt słabo nawodniony.
  3. Biega- żeby biegać trzeba biegać. Proste, ale jakże prawdziwe. Półmaraton to nadal dystans, na który porywa się osoba z kanapy, która właściwie przed startem nie biegała. Bieganie jest energetycznie bardzo wymagającym sportem, a 21 kilometrów zmęczy porządnie każdego, czy to amatora, czy zawodowca. I nie musisz tutaj lecieć na nie wiadomo jaki wynik. Jeśli prowadziłeś mało aktywny tryb życia to nawet przejście takiego dystansu męczy, a co dopiero próba biegu. Dostajesz bombą wysiłkową w twarz i ta bomba dodatkowo urywa Ci nogi i ręce 😉 Dlatego jeśli chcesz wystartować na takim dystansie bezpiecznie to wypadałoby biegać regularnie co najmniej 2-3 razy w tygodniu minimum pól godziny. To nie jest oczywiście mówienie, że „wystarczy biegać 2-3 razy w tygodniu” by mieć wyniki i ja to promuję. Nie, jeśli chcesz robić wyniki to inna sprawa, inne bieganie. Ale jeśli chcesz wziąć jednorazowo udział, to podejdź do tego z głową i trochę pobiegaj przed, biegaj regularnie, a nie od święta, bo świąt mamy trochę za mało 😉 Mówisz, że biegasz dla przyjemności dlatego biegasz bardzo rzadko? Ok- tylko gdzie kur… przyjemność jeśli biegałeś w ostatnim miesiącu załóżmy 4 razy? Dla ludzi, którzy biegają od kilku, kilkunastu lat to przyjemnością będzie mimo tak małej liczby treningów, ale nie dla osoby która prze pół roku pobiegała 10 razy i uważa, że teraz czas na półmaraton. Mierzmy siły na zamiary 😉
  4. Odpowiednio się ubierz, przygotuj na słońce- tutaj głownie chodzi mi o skórą i nakrycie głowy. Pamiętaj o czapce- chyba, że jesteś w 100% pewny, że słońce nie sprawi Ci problemów (ja tak miałem wczoraj i czapkę po rozgrzewce zdjąłem, a całą trasę pokonałem bez problemów ze słońcem), wtedy ją zdejmij i zostaw u mamy, taty, dziadków czy innych kibiców. Chroń ramiona i szyję- są to miejsca najbardziej podatne na promienie słoneczne, a długie przebywanie na takim słońcu grozi poparzeniem słonecznym. Dlatego jeśli biegasz w singlecie to warto jak najszybciej po biegu założyć koszulkę z rękawkiem, a na sam bieg posmarować się czymś chroniącym, typu balsam do opalania. Niestety ja wczoraj o tym zapomniałem i efekt jest nieprzyjemny 😉

Arek nie posmarował…

 

Dbajmy o swoje zdrowie, używajmy wyobraźni, przygotowujmy się lepiej do dużego wysiłku, a wyjdzie to na korzyść nam, naszym bliskim a także organizatorom biegów 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Bieganie, Pozostałe | Dodaj komentarz

5. PKO Białystok Półmaraton- 10 powodów by wystartować w Białymstoku

Białystok Półmaraton to bieg bardzo memu sercu bliski. Głownie ze względu na miasto. Tutaj mieszkam od 5 lat, tutaj zacząłem biegać, tutaj przebiegłem pierwszy półmaraton. Właśnie tym pierwszym półmaratonem był Białystok Półmaraton- no innych nie ma tutaj 🙂 3 lata temu podczas drugiej edycji imprezy wystartowało ok 1300 biegaczy, to był mój drugi bieg w ogóle od kiedy zacząłem biegać, także liczba na mnie robiła wrażenie. Skończyłem z wynikiem 1.26, mimo że nastawiałem się na 1.35 🙂 Zaszalałem w drugiej części dystansu. Wracam na tą trasę co roku. Co roku też poprawiam życiówkę.

źródło: Fundacja Białystok Biega

Jednak nie tylko z tego względu startuję. Powodów jest kilka.

  1. Szybka trasa- niby jest podbieg na Świętojańskiej, niby jest podbieg na Legionowej, ale to nie są tak bardzo wymagające podbiegi. Na pewno nie należą do stromych. W dodatku na Legionowej też zbiegamy. Biegałem w wielu biegach i tutaj trasa sprzyja życiówkom 🙂
  2. Kibice- chyba najważniejsza wartość dla osób, które nie ścigają się o każdą sekundę… a nie, czekaj, dla tych ścigających się to też bardzo ważne. Praktycznie na każdym kilometrze trasy spotkasz grupy kibiców. Skumulowane w centrum, ale gdy wybiegamy na 13-14 kilometr, miejsca bardziej oddalone od centrum to nadal usłyszymy zagrzewające do walki okrzyki, motywujące napisy i różne takie rzeczy. Nie doświadczysz samotności długodystansowca 🙂
  3. Nawrotki- niektórzy powiedzą, że to żadna zaleta. Ja jestem w drugiej części bo gdy słyszę wszystkie krzyki „dajesz Arek” to nogi zapominają na jakiej prędkości pracują i łapią gaz na kolejnych kilka km.
  4. Muzyka- punkty muzyczne. Z roku na rok co raz gęściej na trasie rozstawione są punkty muzyczne. Tam gdzie muzyka to i kibice się pojawiają 🙂 A przy okazji dostaniemy zastrzyk dodatkowej energii 🙂
  5. Miasto i okolice- Białystok nie jest dużym miastem. W 2016 roku dane wskazywały na nieco ponad 296 tys mieszkańców. Więc w ten weekend na ulicach pojawi się zapewne ok 2-3 % z tej liczby na ulicach by biec, lub bieganie oglądać- dużo! Oczywiście zdecydowana większość biegaczy to przyjezdni i to dla Was chcę powiedzieć, że to piękne miasto i okolica. Jeśli przyjechałeś z dużego miasta to tutaj możesz od razu odwiedzić wspaniały Supraśl i okolice tzn Królowy Most, Lipowy Most, Ogrodniczki i wiele wiele innych miejscowości gdzie po prostu jest ładnie i człowiek odpoczywa psychicznie 🙂 W Białymstoku natomiast mamy dla Ciebie wspaniałe społeczeństwo, rozbiegane społeczeństwo i zapewne jak tylko się ogłosisz, że chciałbyś z kims pobiegać i ogarnać Białystok to zawsze ktoś się znajdzie 🙂 Zajrzyj na Białostocką Sektę Biegaczy na fejsie, a znajdziesz tak humor, ciekawych ludzi, fajne wyjazdy kilkuosobowe na biegi w całej Polsce, a przy odrobinie szczęścia nawet jakiś post z umówieniem się na bieganie znajdzie 😀
  6. Biegać możesz całą rodziną. Sa biegi dla dziedzi i Bieg Śniadaniowy dzień wcześniej, a także bieg na 5 km. Możesz przyjechać z całą rodziną i każdy wyjedzie z medalem 😀 No chyba, że wszyscy o tym pomyśleli i się spóźniłeś z zapisami… 🙁
  7. Liczba uczestników- z roku na rok więcej. I to nie jakieś kilka osób, kilka procent. Tutaj wzrost z roku na rok to ponad 20%. Czy to przypadek? 🙂 Nie sądzę 🙂

    źródło: Maratony Polskie

  8. Nagrody- Na portalu Maratony Polskie kilka miesięcy temu odbyło się głosowanie na najlepsze biegi w wielu kategoriach. Wybierali kibice.  Wyobraźcie sobie, że organizatorzy biegu nie nagłaśniali zupełnie tego „konkursu”. Cierpliwie czekali, na wyniki nikogo nie skłaniając do chociażby zerknięcia na głosowanie na żadnym ze swoich kanałów. Poinformowali dopiero o wynikach. I jak się okazało bieg obronił się sam. Trzy pierwsze miejsca. W kategorii najlepszego biegu masowego, najlepszego biegu w miastach powyżej 100tys mieszkańców i kategorii „półmaratony duże” czyli z liczbą uczestników ponad 1000 osób. Skoro w uznaniu kibiców ta impreza ma takie uznani to wypada sprawdzić dlaczego 😀

    Źródło: Fundacja Białystok Biega

  9. Dopasowanie terminu do innych dużych imprez- organizatorzy odpowiadają na potrzeby uczestników. Sam w poprzednich latach byłem w gronie osób które narzekały, że w terminie Półmaratonu są inne imprezy jak choćby Maraton w Gdańsku. W tym roku już nie ma kolizji z większymi imprezami w Polsce. Oczywiście nie da się dogodzić wszystkim, ale „najwięksi” są w innych terminach 🙂
  10. Korona Półmaratonów Polskich- bieg należy do Korony więc wybierz się tu i dołóż cegiełkę do jej zdobycia 😀

 

Podsumowanie

Bieg za kilka dni więc nie można już się zapisać od dłuższego czasu. Jeśli jednak masz już pakiet, a zniechęciła Cię pogoda i myślisz, żeby zrezygnować to nie myśl! Przyjedź i zobacz 🙂

Jeśli jednak nie myślałeś wcześniej o przyjeździe i startowaniu w Białymstoku to teraz chcę Cię zachęcić i przekonać by Białystok odwiedzić 🙂

Myślałem, że ciężko mi będzie napisać 10, ale jednak na luzie się nazbierało. Mógłbym dodać, że będę też ja, gość który za kilka lat może coś fajnego nabiega i będzie trochę szerzej znany 😛 Ale taki powód dodam jednak dopiero wtedy 🙂 Tymczasem przyjedź, zobacz jak to jest. Przebiegnij całą trasę i wpadnij na ulicę Lipową, długą prostą, w okrzyku setek osób pędzisz w kierunku mety, gdzie mimo zmęczenia wykrzesasz z siebie na pewno jeszcze bardzo dużo energii i wpadniesz zadowolony na Rynek Kościuszki, centrum miasta, miejsce najbardziej ruchliwe, miejsce gdzie dobrze się poczujesz, dobrze zjesz, wypijesz i będziesz myślał o tym jak w kolejnym roku przebiegniesz 6. PKO Białystok Półmaraton 🙂

 

PS: Białystok w ostatni weekend wywalczył dostęp do morza, także to kolejny powód by przyjechać 😀

 

Zaszufladkowano do kategorii Bieganie | Dodaj komentarz

Wings for Life Bratysława 2017- relacja i wnioski

Ten bieg oczarował mnie 2 latał temu kiedy widziałem jak Bartosz Olszewski wymiatał w Poznaniu. Rok temu był jeszcze lepszy, a jego ponad 82 kilometry zrobiły na mnie na tyle ogromne wrażenie, że gdy tylko zaleczyłem jesienną kontuzję to wybierałem w jakiej lokalizacji pobiec.

Padło na Bratysławę. Dlaczego? Po prostu po analizie wyników z poprzednich lat wnioskowałem, że przy dobrym przygotowaniu i „dniu konia” mogę walczyć tutaj o czołowe lokaty. Właściwie myślałem od początku o zwycięstwie.

Kiedy przedstawiłem swój pomysł w pracy- Decathlon Białystok, to praktycznie od razu otrzymałem wsparcie zarówno materialne jak i po prostu dni wolne od pracy bym miał czas na wyjazd za granicę. Dzięki temu nie musiałem martwić się o stronę finansową wyjazdu, ani o to czy nie stracę pracy przez zbyt częste wyjazdy 😀 Dzięki Decathlon! Odpowiedzcie mi przy okazji czy z Waszymi szefami też macie tak dobrze? 😀

Jak się okazało przewidywania co do wyniku zwycięzcy miałem prawidłowe-62 kilometry dały wygraną. Jednak nie mi.

Przed biegiem

Biuro zawodów było blisko dworca autobusowego w galerii handlowej, więc przyjezdni mogli od razu się udać po odbiór pakietu, o ile było akurat w tym czasie otwarte. W środku czekała mapa z lokalizacjami i krótką informacją o wyjątkowości każdego miejsca gdzie jest rozgrywany bieg. Np. w Polsce jako atrakcję wymieniono prowadzenie samochodu pościgowego przez Adama Małysza 😀

 

Biuro zawodów działało bardzo sprawnie. Możliwe, że nie trafiliśmy na tłumu po prostu, ale jednak 3,5 tys biegaczy było zapisanych więc wydaje mi się, że wszyscy przy przyszli na jedną godzinę, akurat inną niż ja 🙂 Kilka minut i miałem już pakiet, a także kilka fotek 🙂

Tablica podpisów- tam zostawiliśmy swój ślad 😀 Ekipa Decathlon Białystok jak widać miała bardzo ambitne plany 🙂

Przechodząc do samego biegu…

36 kilometrów w bardzo dobrym, planowanym tempie i 6 kilometrów dramatu. Tak bym mógł o tym powiedzieć, ale będzie to jednak przesada. Dlatego powoli, po kolei.

Na rozgrzewce czułem się lekko, wypoczęty, wyspany. Z bardzo dobrym nastawieniem. Na starcie pierwszy raz tak świetnie się ustawiłem. Taśmę startową miałem przyciśniętą do mojego brzucha.

Kilku zawodników od razu ruszyło mocno. Pierwszy kilometr poniżej 3.45 na pewno. Sam biegłem zgodnie z planem, zacząłem od 3.55 i później pilnowałem by być cały czas w widełkach 3.55-4.05, co właściwie mi się udawało do 35 kilometra.

Wings ruszał z drogi pod galerią handlową Euroeva i po kilku kilometrach w centrum miasta wybiegał na obrzeża a następnie na drogę wzdłuż Dunaju, który swój ogrom pokazywał za 20 kilometrem trasy. O ile w mieście nie jest to rzeka nadzwyczajnie szeroka to im bardzie na południe od Bratysławy się kierowali zawodnicy tym większa i potężniejsza się wydawała, a przy okazji piękna przy kolejnych miejscach „przeprawy” przez, którąś z odnóg głównego koryta. W mieście i bliskich okolicach było sporo kibiców na trasie jednak po 20 kilometrze można było liczyć już tylko na towarzystwo innych biegaczy lub wolontariuszy na punktach. A trasa jednak bardzo monotonna.

Już na drugim kilometrze pojawiła się lekka kolka, przez co moje morale szybko delikatnie podupadło. Jednak nie przeszkadzało mi to w żaden sposób w utrzymaniu tempa. Z tym, że gdy przyszło mi łyknąć wody na pierwszym punkcie to ponownie ją odczuwałem. Kolka pojawiała się i znikała przez kolejne kilometry, a ja utrzymywałem zakładane tempo.
Pierwsze kilometry to tez walka z wiatrem. Tylko gdzie się schować jak nikogo obok właściwie nie miałem poza krótkimi momentami? Wiatr jednak nie był taki straszny. Odczuwalny, ale nie zatrzymujący.

Punkty nawadniania były rozstawione bardzo gęsto, chyba co 2-3 km. Zawsze była woda i na początkowych kilometrach też Red Bull, Cola i jakiś izotonik. Nie kombinowałem z Red Bullem i Colą. Wodę, lub izo, w zależności co było dostępne, starałem się w malutkich ilościach pić na każdym punkcie, bo mimo że rano padało i było bardzo komfortowo do godziny startu to jednak później z minuty na minutę upał był co raz większy. Słońce wychylało się zza chmur i smażyło każdą część ciała która była odkryta. Jednak też nie stanowiło to jakiegoś dużego problemu, przynajmniej nie na tym dystansie i nie przy intensywności którą utrzymywałem.

Jeśli chodzi o odżywianie to postanowiłem w całości bazować na żelach energetycznych Aptonii. Sprawdzone, odpowiednia konsystencja, smak, więc nie zamierzałem nic zmieniać. Przygotowałem ich 6 i planowałem jeść co ok 11-12 kilometrów, kilkadziesiąt metrów przed punktem z wodą. Zdążyłem zjeść trzy- na 12,25 i 35 kilometrze. Nie odczuwałem do tego czasu większego spadku energii.

Największym problemem jak się finalnie okazało był… ból ramienia, w zasadzie w okolicach obojczyka. Myślałem, że to tylko odrętwienie i po poluzowaniu będzie ok. Jednak mijały kolejne kilometry i problem nie ustawał, a po 30 kilometrze mocno się nasilał. W końcu na 35-36 kilometrze zatrzymałem się pierwszy raz by porozciągać, ogarnąć prawą rękę. Myślałem, że pomogło i ruszyłem dalej, a jednak… kilometr, może dwa i ponownie było źle. Powtórka rozciągania i dalsza próba biegu. Kolejne ok 2 kilometry i to samo… wiedziałem już, że nic nie ugram, ale jednak chciałem trochę jeszcze pobiec. W tym momencie jednak prawe ramię praktycznie odmówiło posłuszeństwa, bolało przy każdym ruchu w górę. Tak nie dało się biec, więc z ogromnym żalem do siebie, spokojnym spacerem ruszyłem dalej by nie stać w miejscu i powoli dać się wyprzedzić samochodowi/mecie.

Kiedy już mnie wyprzedził poczekałem kilka minut na autobus, który miał mnie odwieźć na miejsce startu. W środku czekała już spora grupa „wyprzedzonych”. Większość w wyraźnie lepszych nastrojach niż ja 🙂 Autobus pogrążony w rozmowach, śmiechach udał się na miejsce startu.

A tam czekało na nas jeszcze mnóstwo emocji. Wysiadam z autobusu i dowiaduję się, że Polacy wymiatają- Bartek, Dominika, a także Tomek Walerowicz na pierwszych miejscach i wykręcają niesamowite odległości. Załapałem się jeszcze na walkę Bartka i Giorgio i zastanawiałem się „ku…rde jak oni to robią???” Oczywiście w „strefie kibica” nie zabrakło Polaków, którzy podrywali się do wiwatów i oklasków na każdą informację o wynikach globalnych. To jest to- niczym na meczach piłkarskiej reprezentacji Polski podczas euro. Takich emocji chciałbym w każdym biegu ulicznym 😀

Udało mi się szybko w międzyczasie ogarnąć, tzn wziąć prysznic, ubrać w ciepłe ciuchy i wrócić do obserwowania zmagań na trasie. Jak się niedługo okazało zwycięzca w Bratysławy został złapany na 62 kilometrze- zgodnie z moimi oczekiwaniami.

Błędy:

1. Przed biegiem czułem się świetnie. Cały tydzień bardzo mocno dbałem o dobry sen. Nie udało się tylko podczas podróży do Bratysławy- jechaliśmy z Michałem nocnym autobusem i niestety kompletnie nie było warunków na dobry sen. Całą noc się przewracałem, śpiąc może łącznie 3-4 godziny. Pierwszy błąd-wybór transportu.

2. Dzień przed biegiem zanim odebraliśmy pakiety i zameldowaliśmy się w pokoju to trochę potargaliśmy bagaże (plecak turystyczny i torba z laptopem w moim przypadku. zachciało się pisać pracę magisterską…). Niby nie było tego dużo, bo głównie między autobusami miejskimi, a jednak. Kilka razy poczułem niewygodę noszenia torby na ramieniu. Drugi błąd- przeciążenie ramienia dzień przed biegiem. To najprawdopodobniej to było powodem okropnego bólu ramienia, które jeszcze wiele godzin po biegu mi dokuczało.

3. Nie przećwiczenie picia. O ile jedzenie nie sprawiało problemu, to picie co jakiś czas przynosiło kolkę. Wydaje mi się, że po prostu piłem w nieodpowiedni sposób i połykałem również powietrze, a nie tylko wodę. Być może rozsądniej byłoby na punktach spokojnie łyknąć wody i stracić kilka sekund na rzez kilkudziesięciu nadrobionych na kolejnych kilometrach.

4. Brak wiary w swoje strategie. Na Ultra Śledziu zjadłem 3 żele i byłem pełny całą trasę. Nie potrzebowałem dużo pokarmu, wody również, tak uważałem kilka dni przed biegiem, ale ostatecznie uległem głosom, że w takich biegach kluczowe jest odżywianie i po prostu przesadziłem z tym. Zazwyczaj na biegach pije mało i jem też niewiele. Tutaj chciałem więcej, ale było tego aż za dużo.

4. Brak pokory- kilka fajnych wyników w ostatnich miesiącach nakręciło bardzo mocno moje oczekiwania i w końcu dostałem po dupie podchodzą zbyt pewnie do tego startu. Maraton, a tym bardziej ultra, nie wybacza i trzeba bardziej dbać o szczegóły. Nauczka. Bolesna, ale potrzebna. Największy błąd za który się płaci właśnie na długich dystansach.

 

Wnioski:

  1. Przygotowanie treningowe było odpowiednie. Organizm był gotowy na wynik ok 60 kilometrów, może nawet więcej, dlatego nie będę modyfikował swoich planów treningowych.
  2. Należy przeprowadzać na treningach więcej symulacji warunków zawodów, tzn- picie i jedzenie na danej prędkości.
  3. Przyłożyć się do diety, ponieważ to też mogło być powodem kolki zarówno teraz jak i na treningach
  4. Przywiązywać większą wagę do szczegółów, około startowych.
  5. Trzymać się swoich racji- skoro coś działało to nie należy tego modyfikować na zawodach.

 

Debiut w ulicznym, szybkim, w założeniu dla mnie jednak ultra mam za sobą. Do kolejnego podejdę inaczej i będę zapewne oczekiwał jeszcze więcej. Dlatego, że jeśli chcę się rozwijać to muszę dużo od siebie wymagać i oczekiwać. Za rok będzie rewanż z Wings for Life 😉

Zaszufladkowano do kategorii Bieganie, Starty- relacje | Dodaj komentarz

Być jak Warszawski Biegacz

Warszawski Biegacz– człowiek który sprawia, że bieganie długodystansowe, lub bardzo, bardzo długodystansowe staje się bardzo angażujące dla kibiców. Podczas Orlen Warsaw Marathon, niespecjalnie interesowało mnie jaki będzie skład podium, który będzie Artur Kozłowski, a maraton na Olimpiadzie wcale mnie nie interesował.

 

Od kiedy dwa lata temu Bartek pierwszy raz zaszalał na Wings for Life w Poznaniu ten bieg z roku na rok angażuje większe rzesze kibiców w Polsce, a także Polaków na całym świecie, którzy po ukończeniu swojego startu w Wings czekającą na wyniki, a serce się radowało gdy wygrywał w Mediolanie i wykręcał ten niesamowity wynik 88 kilometrów.

Bartek wygrał nawet z Adamem Malyszem,mimo że ten jechał samochodem… 🙂

Możnaby stwierdzić, że nastała moda na Warszawskiego Biegacza jak kiedyś Małyszomania. Chociaż słowa te będą nadal mocno przesadzone, to jednak chciałbym myśleć o bieganiu jako sporcie w którym taką popularność może ktoś zdobyć. Już w tej chwili z pewnością można powiedzieć, że jest znany szerzej niż najlepsi Polscy biegacze jak choćby świetny Henryk Szost, Artur Kozłowski, Adam Kszczot czy Marcin Lewandowski.

Jednak to nie tylko wpływ sukcesu na Wings for Life. Tak jak Kasia Gorlo napisała ostatnio „ Warszawski Biegacz to 5 lat ciężkiej pracy”. Wiele lat budowania swojej pozycji nie tylko treningowo, ale także PR-owo. Bartek do świetnych wyników dokłada świetny wizerunek, merytoryczne artykuły i dobry humor.

Jaki biegacz zawodowy w Polsce potrafił zrobić coś podobnego? Joanna Jóźwik- chyba tylko ona może się w jakimś stopniu z Bartkiem równać w tworzeniu relacji z kibicami, a później długo, długo nic. A właśnie o to w sporcie chodzi by przyciągać do swojej osoby tłumy, wzbudzać ich sympatię, być na nich otwartym i dostępnym, kierować swoim działaniem publicznym w taki sposób, by Twoi kibice myśleli o Tobie jak o namacalnej osobie, a nie kimś kto zdobył jakiś tytuł i tyle o nim wiem.
Nasi czołowi biegacze często mówią o tym, że nie mają pieniędzy na treningi, na przygotowania, więc jak mogą mieć osiągnięcia na wielkich imprezach? Słuchajcie, jak możecie być atrakcyjni dla sponsorów kiedy znani jesteście głównie w swoich kręgach zawodników startujących na bieżni? Przekazujcie coś więcej od siebie dla kibiców niż udział w zawodach i dobry wynik. Edukujcie społeczeństwo, rozmawiajcie z nim, angażujcie się w relacje ze zwykłem Kowalskim, który zaczął biegać dzisiaj rano. Zaraz ktoś by mógł powiedzieć, że zawodowcy nie mają na to czasu, bo muszą trenować. Ale czy myślicie, że Bartek ma tak dużo czasu wolnego, że robi to dla wypełnienia dnia? Nie, Bartek odpowiedział na zapotrzebowanie społeczeństwa i wypełnił rynkową lukę czymś więcej niż bieganiem jak możemy przeczytać na jego blogu. Zapewne czasu ma zdecydowanie mniej niż 95% Polskich biegaczy uznawanych za zawodowców, bo łączy prowadzenie bloga, pracę i bieganie, a nie jest to na pewno łatwe i mało czasu nie zajmuje.

Dlatego to co robi Bartek Olszewski jest dla mnie niesamowite od kiedy tylko zacząłem biegać i trafiłem na jego bloga. Pierwszo jednak inspirowała mnie tylko jego biegowa historia, jak to zaczął biegać i w kilka lat zszedł poniżej 2.30 w maratonie. Później angażowały mnie coraz bardziej jego teksty z których można wyciągnąć dużo nauki, wiedzy, a teraz patrzę na całość i jest to dla mnie najbardziej inspirujące. Połączenie świetnych działań wizerunkowych i ogólnie pojętych działań marketingowych, genialne wyniki i to, że zaczął od tego co ja- od zachcianki by pobiec maraton. Dlatego też powinien być w pewnym stopniu wzorem dla naszej biegowej krajowej czołówki. Dlatego jest inspiracją dla mnie, jak też zapewne dla setek, może tysięcy, a nawet dziesiątek tysięcy ludzi. Po wczorajszym jego sukcesie zapewne w wielu głowach, także i mojej krąży ciągle myśl „Być jak Warszawski Biegacz”.

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Bieganie | Dodaj komentarz

Breaking 2- nieudany eksperyment?

2.00.24- czy to nieudany eksperyment?
Akcja Nike była nagłaśniana przez wiele miesięcy.  Oczywiście, chodziło o szum medialny itp, to wyszło świetnie, jednak tego nie będę rozpatrywał. Dokonać czegoś pozornie niemożliwego- taki był cel wcześniej wspomnianym.
Wiele było głosów, że to już nie ma nic wspólnego z biciem rekordu, że to testy laboratoryjne, że tego się nie pochwala.
Nie udało się złamać 2 godzin mimo idealnych warunków treningowych i samych zawodów. Nie udało się mimo pomocy na trasie, osłony od wiatru itp. Nie udało się zrobić tego co zakładał cały projekt, jednak… czy to znaczy, że to jest ograniczenie człowieka? Nie. Człowiek to zrobi, tylko nie dzisiaj. Eksperyment pokazał, że można biegać szybciej niż obecny rekord.


Dla mnie to inspiracja.
Popatrz na to co mógł zdziałać dzisiaj Eliud przy dostosowaniu otoczenia do jednego celu. Urwał ponad 2 minuty mimo, że wcześniej sekundy zajmowały lata.
Teraz spójrz na siebie. Co możesz osiągnąć w życiu jeśli nastawisz się na konkretny cel? Jeśli podporządkujesz swoje działania pod właśnie ten cel? Jeśli zrezygnujesz z mniej istotnych rzeczy na rzecz tej naj, najważniejszej?
Coś jest dla nas niemożliwe tylko jeżeli sami tak o tym myślimy. Wtedy nie zaczynaj, bo już na starcie jesteś przegrany. Powiedz sobie, że dasz radę. Uwierz w to.

Wiesz jak Steve Jobs rozmawiał ze swoimi pracownikami?
Kazał im zrobić coś w tydzień, mimo, że odpowiadali mu, że nie da się. Mówił „Zrobicie to” i zostawiał ich z tym problemem, a po tygodniu przynosili mu gotowy projekt, robili coś niemożliwego, bo nie wiedzieli, że takie nie jest. Tak robi się krok do przodu. Wierzysz w coś niemożliwego dla innych i to zdobywasz dzięki tej wierze.

Niemożliwe jest złamanie dwóch godzin?
Jest– nie dzisiaj, nie jutro, ale pojawi się odpowiedni dzień i odpowiedni człowiek który tego dokona, bo zrobi coś więcej, coś innego niż maratończycy przed nim. Bo zobaczył dzisiaj jak blisko już było. Bo będzie wierzył 😉

Zaszufladkowano do kategorii Bieganie | 1 komentarz

Posumowanie 24 tygodnia przygotowań do 2.30

24 tydzień przygotowań do 2.30 i przedostatni w drodze po wynik na Wings for Life.

Wiele naczytałem się o tym, że maraton nie wybacza i trzeba być wypoczętym. Zacząć luzować już 3 tygodnie przed. Tak więc zrobiłem. To był tydzień przedostatni. Luz, duży luz.

Poniedziałek 24 kwietnia

11 km luźnego biegu. Po zawodach na 10 km doskwierały mi delikatne bóle piszczeli- dziwne w końcu to niby łydki tam napracowały się najbardziej, chyba, że jednak technicznie było kiepsko i stąd bóle w niestandardowych miejscach.

Wtorek 25 kwietnia

12 km żwawo na treningu jednak daleko od II zakresu intensywności. Bóle piszczeli praktycznie przeszły, jak to zwyczajne „zakwasy”.

Środa 26 kwietnia

8kilometrów rano i 5 kilometrów wieczorem, już w Warszawie gdzie szykowałem się do kicania po wybiegu na pokazie letniej kolekcji Kalenji 🙂

Czwartek 27 kwietnia

Miałem tego dnia nie biegać, ale w planie pokazów kolekcji było trochę truchtania by wypróbować buty z linii Kiprun, finalnie uzbierało się ok 8 km.

Piątek 28 kwietnia

Wieczorem 13 kilometrów, już na dużej świeżości, zregenerowany w 100% po biegu Oshee 10 km.

Sobota 29 kwietnia

W końcu przyszedł czas na coś mocniejszego. I nie mam tutaj na myśli żadnego alkoholu 🙂 2x 5 km w drugim zakresie. Pierwsza piątka w ramach Parkrun i tutaj trasa była okropnie śliska i błotnista z czego wyciągnęło się czas 18.56.  5 minut przerwy i druga piątka w 19.03, później schłodzenie i odpoczynek w domu, z pracą magisterską 🙂

Niedziela 30 kwietnia

13 kilometrów i tego dnia poczułem, że znowu biega mi się lekko na wyższych prędkościach. Te dwie piątki z soboty rozruszały mnie po tygodniu luzu. średnio po 4.30 rozbieganie, a czułem się jak bym biegł po 5.0, albo wolniej.

Podsumowanie

Wydaje mi się, że za mocno zluzowałem ten tydzień, zabrakło jednej szybkiej jednostki w środku tygodnia, jednak okoliczności trochę na to nie pozwoliły, lub po prostu moje lenistwo. Zregenerowałem się, wypocząłem i zmęczenie nie powinno być problemem na Wingsie. Problemem może być zbyt duży luz 🙂 Objętościowo 90 kilometrów, więc całkiem sporo. Jak to wyjdzie na Wingsie? Zobaczymy za kilka dni 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Bieganie, Podsumowania tygodnia | Dodaj komentarz

Wings for Life World Run o co w tym biega?

Skąd wziął się pomysł na ten bieg?

Z kosmicznego wydawałoby się założenia:  A co jeśli udałoby się poderwać do biegu cały świat? Wszystkich, wszędzie, tego samego dnia, o tej samej porze. Bieg na ogromną skalę, do końca którego wytrwa tylko jeden biegacz. Światowy bieg. Czy to możliwe?- Taki pomysł zrodził się w głowie Anity Gerhardter, CEO fundacji charytatywnej Wings for Life, której misją jest odnalezienie metody leczenia urazów rdzenia kręgowego. Po dwóch latach planowania projekt Wings for Life World Run ujrzał światło dzienne, a do początkowej koncepcji wprowadzono dodatkową atrakcję w postaci Samochodów Pościgowych, które mijając zawodnika kończą jego wyścig.

Okazuje się, że tak. W tym roku mamy już 4 edycję tego globalnego ruchu. Wszyscy startują tego samego dnia, o tej samej porze na całym świecie. Jedyny bieg kiedy chcesz być ostatni na mecie 🙂

Zachęcam do zapoznania się ze stroną biegu—> http://www.wingsforlifeworldrun.com/pl/pl/

Po co to wszystko?

Bieg ma cel charytatywny. 100% środków pozyskanych z opłat startowych przeznaczane jest na badania nad urazami rdzenia kręgowego. Szczytny cel, niepowtarzalna formuła, to jest właśnie to co nadaje magii dla tego biegu.

Jak można wziąć udział?

Bieg rozgrywany jest w tym roku w 25 lokalizacjach na świecie. W Polsce tylko w Poznaniu, ja natomiast startuję w Bratysławie. Jeśli nie możesz sobie pozwolić na udział w jednym z takich miejsce możesz pobrać aplikację, którą znajdziesz tutaj. Zarejestruj się w aplikacji i pobiegnij dla tych, którzy nie mogą. Gdziekolwiek będziesz 🙂
Przełóż o godzinkę, dwie, pięć, swoje niedzielne plany i biegnij aż wyprzedzi Cię wirtualny samochód 🙂

Twój Team

Całość możesz uatrakcyjnić sobie jeszcze przez założenie drużyny i rywalizację z sąsiadem, bratem, żoną, mężem czy innym miastem. Nie musisz grać indywidualnie, tym razem to też praca zespołowa. Także, zakładaj drużyny, zbieraj składy i do dzieła, masz 4 dni do startu!

Dołącz do drużyny Podlasia już teraz! W poniższym linku możesz to zrobić 🙂
—->Podlasie biega<—-Tutaj 🙂

 

Zaszufladkowano do kategorii Bieganie | Dodaj komentarz

Ładowanie węglowodanów przed Wings For Life

Jak sprawić żeby organizm jak najpóźniej odczuł brak energii na trasie biegu maratońskiego i dłuższych?

Jeden ze sposobów to doping, o którym nie mam właściwie żadnej wiedzy, bo dla mnie to nie wchodzi w grę i dlatego tego tematu nie będę rozwijał.

Drugim sposobem jest przedstartowe ładowanie węglowodanów. Na czym to polega? Jak je przeprowadzić by przyniosło oczekiwane efekty?

Bardzo dokładnie opisał to Warszawski Biegacz w tym wpisie. Przedstawił tam kilka punktów widzenia i poparł mocną, konkretną argumentacją i badaniami, a nie chcę kopiować jego artykułu dlatego odsyłam do jego lektury.

 

Teraz natomiast przedstawię jak wygląda ta procedura w moim wypadku.

Przed Ultra Śledziem kierowałem się następującymi wytycznymi:

  1. Cały proces dopasować do okoliczności.
    W tygodniu przed startem miałem wyjazd służbowy z kuszącymi posiłkami których nie chciałbym sobie odmawiać. Dlatego dietę rozpocząłem już w piątek 9 dni przed startem, tak by we poniedziałek ostatni posiłek był już z węglowodanami.
  2. Ograniczyć węgle w pierwszej fazie do minimum.
    Jak? Posiłki opierają się o ser biały, trochę orzeszków, mięso i warzywa.
  3. Dużo pić. Woda i woda z cytryną żeby odkwaszać organizm i by napędzać metabolizm dużo ilością płynów.
  4. Ostatnie 5 dni jeść posiłki składające się głównie z węglowodanów, najlepiej złożonych. Głównie jadłem spaghetti, różne modyfikacje makaronowych potraw, owsianka, banany. Starałem się nie jeść potraw smażonych i nie objadać się.

Efekt był taki, że na całej 60 kilometrowej trasie nie musiałem zatrzymywać się na żadnym punkcie żywnościowym, zjadłem 3 żele, nie miałem żadnej ściany, a ostatnie dwa kilometry, gdy ścigałem się z zawodnikiem z drugiego miejsca, pobiegłem w okolicach 3.30.

 

Jak to zrobię teraz? Właściwie już to robię.

  1. Start jest w niedzielę 7 maja. Cały proces zacząłem już w piątek 28 kwietnia ze względu na wesele przyjaciółki 1 maja na którym wiele ciasta może m nie skusić, a nie słynę z mega silnej woli. Dlatego nawet jeśli tego dnia zacznę już jeść węgle to nie będzie to złe dla całego procesu, chociaż optymalnie planuję zacząć ładowanie dzień później.
  2. Drugiego dnia na białku wykonałem dość mocną jednostkę 2x 5 km w mocnym drugim zakresie by wypłukać jak najmocniej zasoby glikogenu.
  3.  Jem podobnie jak przed UŚ, czyli sery białe, warzywa (dużo buraczków) i mięso (bez panierki :P)
  4.  Ładowanie węgli rozpoczynam co najmniej 4 dni przed startem. Głównie postawię na cukry złożone, oprę się na kaszach, ryżu, makaronach i owsiance.
  5. Dzień przed startem ograniczę spożycie błonnika.

Ufam tej diecie, nie zawiodłem się jeszcze ani razu na niej, korzystałem kilka razy. Głównie opinię o jej skutecznym działaniu opieram na doświadczeniu z ultra.  Jaki efekt będzie tym razem? Mam nadzieję, że przebiegnę więcej niż na Ultra Śledziu 🙂

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Bieganie | Dodaj komentarz