Moda na Kalenji

Z marką Kalenji mam do czynienia od 4 lat. Na początku jako osoba szukająca tanich ciuchów i butów do biegania, a od września 2016 roku jako osoba zaangażowana w rozwój marki.

Składając CV do Decathlon nie miałem pojęcia jak to wszystko się potoczy. Myślałem, że będę zwykłym sprzedawcą, codziennie będę doradzał sprzęt biegowy dla klientów i potrwa to tylko kilka miesięcy.

Już po kilku tygodniach diametralnie zmieniałem swoje zdanie na temat pracy, ale jeszcze bardziej na temat produktów Kalenji.

Praca wyglądała tak, że oczywiście zajmuję się głównie pracą z klientem, ale nie spodziewałem się, że będę miał realny wpływ na to jak marka jest postrzegana, co znajduje się w ofercie akurat mojego sklepu itp. Przede wszystkim nie spodziewałem się nauczyć uczyć się tak wiele i tak szybko. Studiuję zarządzanie, a konkretnie marketing, dlatego nauka jaką czerpię dzięki współpracy z masą ludzi rozwija mnie każdego dnia. Kolejne szkolenia, udział w kolejnych projektach czy to lokalnych czy „globalnych”, przedstawianie swoich pomysłów i ich realizacja- tego mi było trzeba.

Ekipa Kalenji Polska

Produkty Kalenji– z nimi miałem taki problem, że o ile ciuchy od samego początku uważałem za genialne i bardzo dobrej jakości to buty… no cóż 😉 Ceniłem sobie cenę najtańszych modeli- w końcu przebiegłem pierwszy maraton w Kalenji Ekiden 50 (najtańszy model), jednak co do droższych modeli nie byłem kompletnie przekonany, ani pozytywnie nastawiony.
Co się zmieniło?
Zacząłem pytać, doszkalać się, sprawdzać, testować i… w końcu byłem zachwycony. W tej chwili uważam, że za cenę modeli Kiprun (mam tu na myśli wszystkie modele przeznaczone na asfalt:SD i LD, a także terenowe czyli Trail XT6) i Kiprun Race oraz Kiprace Trail nie kupimy nigdzie lepszych butów. Moim zdaniem aby kupić podobny jakościowo produkt takich marek jak Asics, Nike czy Adidas musimy zapłacić ponad 500 zł.

W Kalenji Kiprun Race zrobiłem życiówkę na 10 kilometrów

Jak mogę Was przekonać do tej marki? Co jakiś czas piszę recenzję kolejnych modeli. Tutaj znajdziecie recenzję modelu Kiprace Trail, a tutaj opinię Przemka Dąbrowskiego (Wicemistrza Polski w maratonie w roku 2017) o modelach SD i LD.

Jednak dzisiaj nie o tym. Chcę powiedzieć kilka słów o pokazie letniej kolekcji Kalenji 2017, w którym brałem udział 27 kwietnia. Świeża sprawa 🙂

O co chodzi?
Po kolei.

Kalenji dedykuje swe produkty trzem grupom docelowym które określa jako:
1. Jogging, czyli bieganie rekreacyjne
2. Performance, czyli biegacze, którzy nastawiają się na poprawę wyników
3. Trail, czyli bieganie w terenie.

Pokaz z udziałem ponad 30 dziennikarzy i blogerów miał za zadanie przedstawić jak wizualnie prezentują się produkty z tych trzech „rodzin” produktów Kalenji. Uczestnicy mogli produktów dotknąć, założyć, przetestować. Nowością w tym roku na wydarzeniach w których bierze udział marka jest możliwość testowania butów. „Szafa” z najbardziej zaawansowanymi modelami pojawiła się już w kilku miastach Polski, a już 12 maja będzie też w Białymstoku gdzie każdy chętny będzie mógł przebiec się w butach Kalenji.

Możliwość testowania butów Kalenji

Każda rodzina została krótko przedstawiona, a później na scenie pojawili się modele ubrani w różne kolorystyczne zestawy, tak by przedstawione zostały wszystkie wizualne i techniczne możliwości marki. Można było zobaczyć kamizelkę trailową, plecak z bukłakiem, wszystkie modele butów,  czy uchwyt na telefon itd.

W tej chwili Kalenji to już nie te same produkty co kilka lat temu. Każdy znajdzie dla siebie odpowiedni model butów i ciuchów. To już nie tylko prostota i  dobra cena. Produkty te są naprawdę zaawansowane. Przecież każdy z nas chciałby mieć super but za jak najmniejsze pieniądze. Kalenji to w tej chwili daje.

Kim byli modele?

Tutaj to co mi spodobało się najbardziej- modelami byli sami pracownicy Decathlon- z Warszawy, Krakowa, Kielc, Szczecina, Białegostoku itd- słowem z całej Polski. Otrzymali możliwość publicznego wystąpienia na dużym wydarzeniu. Zobaczyli jak wygląda praca nad układem na wybiegu, jaki stres towarzyszy takiej pracy. Zobaczyli jak to wygląda od kuchni.

Modele chwilę przed finałem 😀

Byłem w tym gronie, byłem jednym z trzynastu wybranych i nie żałuję ani trochę, że przyjąłem taką role. Poznałem wielu pozytywnych, uśmiechniętych i zaangażowanych w swoją pracę ludzi. Młodzi, z energią, z ambicjami. Tak mogę określić team Kalenji Polska. To z tej energii bierze się tyle możliwości dla ludzi którzy w Decathlon pracują i dla tych którzy w Decathlon kupują.

Prezentacja linii Kiprun

 

Moje 7 miesięcy pracy w tej firmie miało tutaj swoje świetne podsumowanie. Dlatego jeśli jesteś człowiekiem pragnącym ciągle się rozwijać, uczyć się czegoś każdego dnia, poznawać nowych ludzi, zapraszam w nasze szeregi. Nie musisz mieć wielkich umiejętności i doświadczenia- musisz mieć chęci by to wszystko zdobywać, poszerzać i się nie ograniczać 🙂 To w tym jest klucz do wielkich osiągnięć zarówno zawodowych, sportowych i wszystkiego w życiu prywatnym. Jeśli w którymś momencie życia, w którymś obszarze, postawisz sobie ograniczenie to go na pewno nie przeskoczysz 🙂

 

Moda na Kalenji? Myślę, że można zaczynać o tym mówić, bo warto na tę markę postawić i coraz więcej biegaczy to robi, w tym ja 🙂 Wybieram Kalenji 🙂

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Bieganie | 2 komentarze

Podsumowanie 23 tygodnia przygotowań do 2.30

Tydzień 23 przygotowań.

Sporo luzu i przygotowanie się jak najlepsze do biegu na 10 km. Jak to wyglądało?

Poniedziałek 17 kwietnia

10 kilometrów bardzo luźne. Noga już zaczynała dobrze podawać, ale… dwa dni wcześniej bez namysłu założyłem pierwsze lepsze skarpetki i pojawiło się obdarcie na stopie po 20km treningu. Dlatego z zaplanowanych ok 15 km wyszło 10. Pojawił się doskwierający ból na pięcie.

Wtorek 18 kwietnia

Pobudzenie. W tygodniu przed ważnym startem nie ma już większego sensu bieganie wykańczających treningów. Mamy biegać żwawo, na luzie i na niedużym zmęczeniu. Dlatego wybrałem 12x250m, dlatego, że bieżnię takiej właśnie długości mam blisko mieszkania. Przerwa to 200m truchtu. Bez konkretnego tempa. Było szybko, bez patrzenia na zegarek.

Środa 19 kwietnia

14 km luzu. Co tu więcej mówić, nie chciałem się męczyć.

Czwartek 20 kwietnia

Ostatni intensywny trening przed startem. Część główna- 4x1000m. Poszło fajnie, lekko, szybko. Wszystkie powtórzenia w 3.18-21. Przerwa 3 minuty.

Piątek 21 kwietnia

Luźne 8 km

Sobota 22 kwietnia

Od rana byłem w podróży do Wawy, później w pracy, następnie odwiedzałem znajomych po drodze do hotelu. Wieczorem jeszcze odebranie pakietu i spotkanie z całą ekipą Kalenji. Wesoło 😀 Tak wyszło, że finalnie w hotelu pojawiłem się po 21, a jeszcze drobną kolację przydałoby się zjeść i z rozruchu nic nie wyszło.

Niedziela 23 kwietnia

Życiówka na 10 km- 33.17. Więcej mówić nie muszę 😀 Jestem baaaardzo zadowolony z rezultatu 🙂

 

 

Podsumowanie

Tylko 76 kilometrów w ważnym tygodniu startowym. Delikatne pobudzanie przez cały tydzień posłużyło 🙂

Życióweczki są? To był dobry tydzień dla Was? 😀

Zaszufladkowano do kategorii Bieganie, Podsumowania tygodnia | Dodaj komentarz

Podsumowanie 22 tygodnia przygotowań do 2.30

22 tygodnie od kiedy rozpocząłem drogę do 2.30. Najdłuższy okres przygotowań jaki do tej pory przeszedłem. W 23 tygodniu czeka mnie bardzo ważny start kontrolny na 10 kilometrów na którym nie zamierzam się w żaden sposób oszczędzać, ma być wynik. Co robię 2 tygodnie przed takim startem?

Poniedziałek 10 kwietnia

12x1000m– skoro uczestnicy programu „Breaking2” wykonują taki trening to warto iść w ich ślady. Dwa dni wcześniej pobiegłem mocna dychę na Grand Prix Zwierzyńca i wydawało mi się, że jeszcze delikatne zmęczenie będę odczuwał podczas tego treningu. Jeśli to zmęczenie było, to niesiony rywalizacją na każdym powtórzeniu z Dawidem zapominałem o tym i kręciłem czasy sprawiające, że byłem w ogromnym szoku tego treningu.
Efekt?
8 powtórzeń w 3.23
2 powtórzenia w 3.24
1 powtórzenie w 3.22
i ostatnie to oczywiście wyścig i rezultat 3.03
Po każdym powtórzeniu nie pojawiały się problemy oddechowe, stabilny puls i możliwość przyspieszenia, przerwa trwała 3 minuty. Oczywiście w nogi weszło bardzo dobrze 🙂
Na bieżni różne cuda się dzieją 😀

Takiej pogody w ostatnim czasie brakuje…

Wtorek 11 kwietnia

Luźne 9 kilometrów i odzyskiwanie sił.

Środa 12 kwietnia

Dobrze się czułem przez 10km, pierwsze 10 km a później było jeszcze 20. Najgorsze samopoczucie na treningu od bardzo dawna, czułem się naprawdę fatalnie. Wymęczone, ale kolejne bardzo długie bieganie zostało odhaczone.

Czwartek 13 kwietnia

Luźno 10 kilometrów

Piątek 14 kwietnia

Tego dnia pokonał mnie leń, zmęczenie, zniechęcenie. To już ten czas kiedy na treningi nie ma się najmniejszej ochoty. Lek? Trochę luzu i przede wszystkim towarzystwo podczas treningów. Był to pierwszy wolny dzień w kwietniu i drugi od 6 marca, także się należało.

Sobota 15 kwietnia

W bólach, bez chęci, ze złym nastawienie wyszedłem na 3×3 km. Założeniem było przebiec każdą w średnim tempie 3.40. Płuca i nogi nie chciały pracować tego dnia i zamiast dość luźnego treningu wyszła mordęga i gorsze samopoczucie niż w trakcie poniedziałkowych tysiączków. Każdy kilometr był wymuszony. Tak to jest jak przyzwyczaisz się do partnera biegowego, a nagle masz do wykonania samotną jednostkę. Niemniej założenie średniego tempa wykonane.
Wieczorem jeszcze dorzuciłem kilka kilometrów, trochę ćwiczeń i sporo rozciągania.

Niedziela 16 kwietnia

Po raz kolejny bardzo luźny bieg po mocnej jednostce. Zwyczajnie nie chce się już biegać. Kilka dni kiepskiego samopoczucia podczas biegania trochę demotywująco działa. Jednak to też wpływ świąt. Jest to czas na rozmowy z rodziną, spotkania towarzyskie i ciężko przycisnąć się i wymóc wzmożoną pracę podczas gdy większość ludzi ma wolne. Całe szczęście był to planowany luźniejszy tydzień i podczas świąt trafiłem luźne biegi.

Podsumowanie
109km na tydzień przed Orlenem i biegiem na 10 km. Pamiętam, że nie jest to priorytetowy start tej wiosny dlatego niemal do końca pracowałem na pełnych obrotach. Najbliższy tydzień to już redukcja obciążenia przed Wings for Life, co dobrze się pokryło z Orlenem i nawet powinno zaplusować. Cały tydzień poza poniedziałkiem miałem problemy z bieganiem powyżej 10 km i z jakąś większą intensywnością. Gdy już jednak wyszedłem w niedzielę to czułem coraz świeższe nogi, mimo sobotniego dość intensywnego treningu wracała moc. Przyszły tydzień to powrót do pełnej mocy i mam nadzieję, że rekord.

To jaki wynik mogę wykręcić w Warszawie?

 

Zaszufladkowano do kategorii Bieganie, Podsumowania tygodnia | Dodaj komentarz

#2 Biegowe historie- Michał Antuszewski

Cześć!

Nazywam się Michał i mam 25 lat. Moja przygoda z bieganiem zaczęła się ponad 4 lata temu. Jednak sport w moim życiu obecny był przez całe życie… Był to jednak sport polegający głównie na oglądaniu meczów w telewizji i kibicowaniu Jagiellonii. Na wf-ach zawsze lubiłem grać w piłkę, jednak zawsze stałem na bramce, w myśl zasady „gruby na bramce”.

Gdy na początku lekcji trener zapowiadał nam, że dzisiaj będziemy biegać, w moich oczach pojawiało się przerażenie i zawsze próbowałem kombinować, że nie mam stroju itp. Do dziś pamiętam swoje czasy na 60m (całe 13 sekund) i na kilometr (5:14). Gdy dziś patrzę na ten wynik z testu na kilometr to chce mi się trochę śmiać. Gdyby mi ktoś kiedyś powiedział, że będę biegał, to bym go wyśmiał, a jakby mi ktoś jeszcze dowalił, że kiedyś przebiegnę 100km… to bym mu postawił taxi do Choroszczy 🙂 Ale po kolei.

Jak już wspomniałem, biegać zacząłem biegać 4 lata temu. Do 21 roku życia wyglądałem mniej więcej tak :

Przyszedł rok 2013- jak wszyscy ja również zrobiłem sobie jakieś postanowienie noworoczne. U mnie akurat wybór postanowienia był bardzo prosty. Jednak nie zacząłem od stycznia, brakło mi silnej woli. Pierwszy raz poszedłem na siłownie 13 lutego 2013. Wtedy też stanąłem pierwszy raz od dawien dawna na wagę. Wcześniej zwyczajnie się bałem. I to było chyba ta chwila kiedy to wszystko się obróciło o 180 stopni. Waga wskazała 103kg przy wzroście 169cm !!! Powiedziałem: Dość!

Ułożyłem sobie pierwszy plan który polegał głównie na aerobach: 30 minut bieżni, 30 minut rowerku stacjonarnego i 30 minut na stepperze. Oczywiście na początku było po 5-10 minut. Jednak wtedy byłem bardzo regularny i taki trening wykonywałem 6 razy w tygodniu.

Moje pierwsze 5 minut biegu na bieżni w tempie 8km/h (!!!) to była katorga. Z treningu na trening było coraz lepiej. Unikałem oczywiście słodyczy i starałem się jeść zdrowiej. Na początku kwietnia byłem wstanie przebiec już 60 minut na bieżni bez zatrzymania, a że mój tata akurat też się wtedy bawił w bieganie i był zapisany na Białystok półmaraton, to stwierdziłem „czemu nie”.   Zapisałem się na pierwsze zawody w życiu i od razu półmaraton.

Pomyślałem, że będzie ciężko, ale spróbuje. Dalej biegałem na bieżni. Przed połówką w plenerze zrobiłem może 3 biegi. W dniu półmaratonu waga wskazywała 84 kg, a więc nieźle. Przebiegłem go w czasie  1;59:24 i połknąłem bakcyla…. Po powrocie do domu od razu zapisałem się na Półmaraton Augustowski we wrześniu. Także ułożyłem sobie plan i zacząłem regularnie trenować.

Pewnego razu, jakoś w czerwcu przebiegłem w niedziele 26km, biegło mi się super i stwierdziłem… kurde, jak dam rade przebiec 26km, to może maraton też.. 😉 Wróciłem do domu i zapisałem się na Maraton Warszawski. Byłem bardzo podekscytowany i szczęśliwy.  Przy okazji zapisałem się do klubu biegowego Pędziwiatr Białystok poznając super ludzi z którymi utrzymuje kontakt do dnia dzisiejszego.

Wracając do maratonu, to start w nim był poprzedzony tydzień wcześniej biegiem na 10km na Białystok biega i 2 tygodnie wcześniej półmaratonem w Augustowie. Jakie wyniki? Półmaraton : 1:44, Dyszka ok. 44 minut. I na koniec maraton  w 3:59. Czwórka złamana w debiucie i dotychczas był to jeden z maratonów, który najmniej bolał.

Po powrocie domu, zapisałem się na Orlen Warsaw Maraton 😉 pomimo tego, że jednak trochę mnie bolało. Można powiedzieć, że dostałem wtedy kontuzji mózgu, na którą cierpi praktycznie każdy biegacz.

Od tamtej pory ukończyłem 9 maratonów w tym 7 w Warszawie (czas to zmienić)- życiówka 3:19, 6 półmaratonów, a dyszek nie liczę, ale było na pewno mniej niż maratonów. No i 3 biegi ultra na dystansie 80 i 100km  I tu wracam myślami do tych wf-ów. Jak sobie przypomnę, że sprawdzian na 1 km miałem w czasie 5:14 i umierałem a kilka lat później przebiegłem 42km z rzędu ze średnią prędkością 4:40min/km to się uśmiecham.

Bieganie całkowicie zmieniło moje życie. Prace magisterską na kierunku „Polityka Społeczna” pisałem na temat…. biegania ;). Od czerwca 2016 roku pracuje w Decathlon Białystok, oczywiście na dziale Bieganie. Pozwala mi to łączyć pasję z pracą i sprawia mi to ogromną frajdę kiedy mogę dzielić się swoją wiedzą i pasją z innymi.

Jeśli chodzi o moje dotychczasowe największe przeżycia związane z bieganiem to oprócz przebiegnięcia tylu maratonów i ultra, największym przeżyciem było bycie pacemekerem na najlepszym Półmaratonie w Polsce, czyli Białystok Półmaraton. Prowadziłem grupę na 1:40 i udało mi się przybiec dokładnie w tym czasie. Satysfakcja i podziękowania ze strony grupy- przeżycie nie do opisania !!

 

Bieganie bez wątpienia zmieniło moje życie. Gdybym nie zaczął biegać,pewnie dziś miałbym problem z wejściem po schodach na pierwsze piętro. Zamiast tego mam satysfakcję, pasję, plany i marzenia… a moim największym marzeniem biegowym jest przebiegnięcie kiedyś jednego z najtrudniejszych biegów ultra jakim jest Sparthatlon 😉 Sorry, pomyliłem się. To nie jest marzenie tylko cel, do którego już powoli zacząłem zmierzać. Trzymajcie Kciuki!!!

Z biegowymi pozdrowieniami
Michał

PS: W maju jadę z Arkiem na Wingsa, żeby pomóc mu z tym pucharem, bo podobno jest duży 😉

 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Bieganie | Dodaj komentarz

Podsumowanie 21 tygodnia przygotowań do 2.30

Kolejny tydzień. Co się w nim działo? 120 kilometrów, spore zmęczenie, najszybsza 30stka treningowa w życiu i bardzo szybki bieg w Grand Prix Zwierzyńca 🙂

Poniedziałek 3 kwietnia

Rano i wieczorem spokojne 7,5 kilometra. Dzień wcześniej mocne BNP, dlatego odpoczynek. Praca, urodziny, kilometry, dobre połączenie 🙂

Wtorek 4 kwietnia

Tak jak w poniedziałek spokojne kilometry rano i wieczorem, tym razem po 9 km 🙂 Do tego ćwiczenia i spora dawka rozciągania. Rozciąganie prawie każdego dnia po kilkanaście, kilkadziesiąt minut.

Środa 5 kwietnia

Odpuściłem poranne bieganie ze względu na uczelnię od 8.30. I na pewno też ze względu na wieczorną 30stkę. Miało być mocno, takie założenie, a konkretnie w okolicach 4.20, a w tym mocniejsza druga połowa biegu. Wyszło 4.16min/km. Ufff. Było ciężko, ale to ze względu na problem z żywieniem tego dnia. Mimo dużego odstępu między posiłkiem a treningiem ból brzucha zmusił mnie do zejścia z trasy dwukrotnie na łącznie 2 minuty. Niby niewiele, ale moim zdaniem popsuło to trochę trening. Mimo to było bardzo dobrze.

Czwartek 6 kwietnia

Regeneracja- rano i wieczorem spokojne bieganie z dużą dawką rozciągania i rolowania.

Piątek 7 kwietnia

Tym razem tylko wieczorem 11,5 km. Czułem się bardzo ociężały jeszcze po długim, mocnym wybieganiu.

Sobota 8 kwietnia

Start w Grand Prix Zwierzyńca. Nadal treningowo, w końcu nie odpuściłem treningów i dwa dni wcześniej był naprawdę świetny akcent. Na rozgrzewce jeszcze nie czułem się optymalnie, tak samo zresztą jak na trasie. Adrenalina jednak podziałała dobrze i po spokojnym początku w tempie 3.32 przesuwałem się z każdym kilometrem do przodu by zakończyć na 2 miejscu. Czas 34.07 był lepszy od tego z przed 3 tygodni o 1,5 minuty, jednak długość trasy według kilku pomiarów wskazuje różne długości, od 9,7 do 9,95, więc ciężko przyjmować to jako wynik ze sprawdzianu na pełnej dyszce. Regularny starty na tej samej trasie pokazują jednak duży progres.
Wieczorem jeszcze delikatny 6 kilometrowy rozruch.

Niedziela 9 kwietnia

Cały dzień spędziłem w samochodzie przemieszczając się od punktu A do punktu B, C,D itd. Dopiero późnym wieczorem wyszedłem na trening i było… ślimaczo. Wolne regeneracyjne tempo.

 

Może trzeba było sobie darować w niedzielę, ale… to ostatni tak mocny tydzień przed Orlenem więc utrzymałem obciążenie objętościowe i z satysfakcją dopisałem kolejne kilometry. W kolejnym tygodniu będzie już lżej. No i święta więc zapowiada się dobre jedzonko 😀 Stój… trzeba też walczyć z pokusami ciast i innych słodkości, a więc trening będzie odbywał się już bardziej w głowie. Do boju 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Bieganie, Podsumowania tygodnia | Dodaj komentarz

Dwa cele na wiosnę 2017

W poprzednich latach wiosną startowałem bardzo dużo. Wszystkie biegi Grand Prix Zwierzyńca, bieg Tropem Wilczym, Wiosenne Biegi Uliczne w Mońkach, a to każdy bieg gdzie ewentualnie mógłbym coś wygrać. Wprowadzało to wiele chaosu do treningu. Ciągłe starty, a porządnego treningu było trochę mało. Brakowało celu, który górował nad wszystkim, bo celem było dobre miejsce w najbliższych zawodach. To za mało by mieć progres jakiego się oczekuje.

Oczywiście co roku najważniejszym startem wiosny był Białystok Półmaraton gdzie co roku poprawiałem rekord. Jednak podejrzewam, że wynik w tych zawodach też mógł być lepszy- przynajmniej w ubiegłym roku.

Podczas startu w 4 PKO Białystok Półmaraton, fot. organizatora

W tym roku to zmieniłem. Jeśli startuję w mniejszych startach to raczej treningowo i nie zmniejszam objętości w danym tygodniu, a do zawodów podchodzę zazwyczaj 2 dni po bardzo mocnym treningu. Dzięki temu mam już 21 tygodni mocnych treningów za sobą. Powiem więcej- nigdy nie trenowałem tak mocno, tak dokładnie i nie czułem się tak mocny.

Cel 1.- 33.59 na 10 kilometrów

Dlatego w tym roku muszę w końcu porządnie pobiec 10 kilometrów. Czuję się z tygodnia na tydzień co raz szybszy, co raz mocniejszy. W ubiegłym roku po starcie w biegu na 10 kilometrów byłem mocno zawiedziony. Czas 34.22 zostawiał ogromny niedosyt. Życiówka była, a jednak po fajnych wynikach z roku 2015 liczyłem na bieg poniżej 34 minut. W tym roku to już minimum. Więc cel jest jasny bieg poniżej 34 minut. Najlepiej zdecydowanie o jakieś 15 sekund 🙂

 

Cel 2. Wings for Life i wynik powyżej 55 kilometrów

Rok 2015, 3 maja- czytam o tym jak człowiek, którego podziwiam- Bartosz Olszewski wygrał Wings for Life World Run w Poznaniu z kosmicznym wynikiem 73 kilometry. Pomyślałem sobie, że niedługo wystartuję w tym biegu.

3 miejsce w II Maratonie Wigry, rok 2014

Rok 2016, 8 maja- po raz kolejny czytam i jestem w szoku- Bartosz Olszewski z wynikiem 82 kilometry, Polak z drugim wynikiem na świecie i po raz kolejny żałuję, że nie wziąłem udziału.

Rok 2017, 7 maja- kolejna edycja Wings For Life, tym razem już startuję. Dobrze przygotowany, wybiegany, w formie, z ambicjami na walkę o czołówkę. O wynik, który pokaże mi nie tylko, że umiem dobrze uciekać przed samochodem, ale pokaże też, że gdybym maraton biegł tej wiosny to też pobiłbym zdecydowanie dotychczasową życiówkę.

Jaki wynik mnie usatysfakcjonuje? 55 kilometrów będzie ok, każdy wynik powyżej będzie satysfakcjonujący. Przynajmniej tak mi się wydaje w tej chwili 🙂

 

PS: Gdzie pobiegnę? Wybrałem Bratysławę. Słowacjo witam 😀

 

Zaszufladkowano do kategorii Bieganie | Dodaj komentarz

Podsumowanie 20 tygodnia przygotowań do 2:30

20 tydzień przygotowań za mną. Co w tym czasie biegałem?

Poniedziałek 27 marca

Rano luźne 6 km i po południu 13,5 km. Wszystko luźno, regeneracja po sobotnich zawodach. Do tego znalazłem czas na dużo rozciągania i rolowania.

Wtorek 28 marca

Kolejny raz długie wybieganie z treningiem głowy. Sam na 30 kilometrów. Ciężko. Miało być powoli i tak wyszło. Średnie tempo 5.10 min/km. Obowiązkowo rozciąganie i rolowanie.

Środa 29 marca

Rano 11,5 km a wieczorem 7,5 km i mam 19 łącznie tego dnia, a na koniec ćwiczenia.

Czwartek 30 marca

Poranne 5 km po raz kolejny. Szybko zregenerowałem się po wolnej 30stce i kolejny mocny trening tego dnia. Powtarzaliśmy 4x2km+1 km na maksa. Rezultat?
1. 6.56
2. 6.59
3. 6.57
4. 6.58
i kilometr w 3.03
Po raz kolejny świetnie wyszedł ten trening. Szybko, z dobrą regeneracją,na dużym luzie.

Piątek 31 marca

11,5 km luźno. Ciężkie nogi po dwójkach.

Sobota 1 kwietnia

Na treningu nie było żartów 🙂 11 km rozbiegania, później 10×200 metrów podbiegu, palące płuca i mięśnie, na koniec 4,5 km do domu i odpoczynek 🙂

Niedziela 2 kwietnia

Drugi dzień pod rząd z ciężkim treningiem. Tym razem BNP 12 kilometrów- Średnie tempo 3.43, a bez pierwszych dwóch kilometrów dyszka wyszła w nieco ponad 36 minut. Była moc.

 

Podsumowując był to tydzień w którym przeważała szybkość, ale nie zabrakło kilometrów których nadal jest bardzo dużo- w tym tygodniu 145 km. Już niedługo zacznie się schodzenie z kilometrażu, jeszcze tylko trochę takiej pracy 🙂

 

Zaszufladkowano do kategorii Bieganie, Podsumowania tygodnia | Dodaj komentarz

Podsumowanie Marca

Podliczam kilometry przebiegnięte w marcu i łapię się za głowę… 517 kilometrów. Objętość się zgadza.

Jeszcze w listopadzie regularnie biegane 400 km miesięcznie wydawało się czymś wielkim. Na szczęście nie biegam tego sam. Człowiek biegający samotnie szybciej ma dość, ma słabsze wyniki i łatwiej o poddanie się. Takie jest moje zdanie, bo po prostu przeszedłem to. Obecnie biegam 70& treningów z Dawidem, w tym 99% akcentów, więc możliwość rezygnacji z jakiejś jednostki ograniczyłem maksymalnie.

 

Jak wyglądał marzec?

Z samej objętości jest mega zadowolony. Do tego doszło dużo ćwiczeń, rolowanie, rozciąganie, wizyty u fizjoterapeuty, a więc dbanie o regenerację. To na pewno procentuje, widać w mojej dyspozycji i tym, że po prostu nadal daję radę. Kilka razy nawet byłem na basenie 😀

Początek miesiąca to jeszcze regeneracja po Ultra Śledziu i krótki 6 dniowy urlop w Rzymie. Było ciężko. Wolny, z bólami mięśniowymi, każdego dnia wychodziłem na trucht i rozciąganie by pozbyć się tego stanu jak najszybciej. Efekt był taki, że po 10 dniach od Śledzia czułem się już świetnie i zaczynałem etap drugi tego sezonu w świetnym nastroju, a morale byłe na maksymalnym poziomie 🙂

Praca

Można pomyśleć, że nic innego nie robię tylko biegam, prawda? Nic bardziej mylnego. Pracuję na pół etatu (chociaż w marcu i kwietniu jest tych godzin sporo więcej), do tego studiuję dziennie, pracuję nad artykułem naukowym, piszę magisterkę-a raczej staram się znaleźć na nią czas. Więc trochę tego jest, a przecież jeszcze chcę spędzać czas z bliskimi, czasem po prostu usiąść i obejrzeć odcinek ulubionego serialu. Wszystko to kwestia organizacji, ale u mnie wygląda to tak, że pracuję (czyli cały czas który poświęcam na wszystko poza spędzaniem czasu z bliskimi i lenistwem w postaci filmu) 7 dni w tygodniu po jakieś 10 godzin. Jednak gdy zajmujemy się ciągle rzeczami które lubimy, kiedy lubimy naszą pracę to… to przestaje to być tak naprawdę pracą. To po prostu poświęcanie czasu na rozwój osobisty, a na to czasu nie żałuję 🙂 Marzec był bardzo pracowity, ale bieganie zawsze organizuje mi inne aktywności w ciągu dnia. Chcę mieć wyniki to musi być to priorytetem.

Starty

Marzec to też 3 starty, z czego dwa potraktowałem jako mocne treningi i jeden właściwie przebiegnięty na maksa, ale z pełnego obciążenia treningowego. Każdy kolejny start wychodził lepiej, a ostatni to poprawa ubiegłorocznego wyniku o 45 sekund, więc jak widać trening jest prowadzony prawidłowo.

Te starty zastąpiły mi biegi ciągłe. Co prawda zabrakło w tym jakiejś 14-15 w tempie maratońskim, ale zrobiły swoje. Były mocne, a jednocześnie przychodziły z łatwością mimo dobrych prędkości

„Nawet najgorszy start jest lepszy niż najlepszy trening”

Dlaczego? Na treningach bardzo ciężko mi się biega nawet tysiączki w tempie biegu na 10km, a na zawodach bez problemu biegam około 1,5 minuty wolniej niż obecna życiówka, co moim zdaniem jest zdecydowanie lepszym treningiem niż właśnie taka seria np. 8x1km w tempie zaledwie zbliżonym do życiówki. Dlatego startujmy treningowo, adrenalina robi swoje, robi robotę 🙂
Drugi sposób na takie treningi to partner treningowy. Z Dawidem zamieniamy końcówki treningów w zawody. Wiemy, że jeden się nie podda, dopóki nie podda się drugi, a przecież nikt nie chce być tym, który wymiękł 🙂 Dodatkowo ostatni kilometr akcentów zazwyczaj podkręcamy tempo.

 

Długie wybiegania

W tym miesiącu 3 razy przebiegłem na treningu 30km. Regularność jakiej nie było nigdy. Dwie z nich były spokojne, w pierwszym zakresie, natomiast jedna to prawdziwa orka. Średnie tempo 4.20 jeszcze nic konkretnego nie powie, za to ostatnia dycha w niecałe 40 minut już na mnie robiła wrażenie 😀

Interwały

Każdy kolejny tydzień to coraz wyższe prędkości na treningach poświęconych właśnie temu elementowi. Krótkie i długie powtórzenia w kolejnych tygodniach naprzemiennie. Jedne miały wyciskać ze mnie siódme poty, a jedne dawać świeżość, czyli bieganie krótszych odcinków na tej samej intensywności co dłuższe. Efekt był taki, że biegałem szybko, a jednak regeneracja po takim wysiłku była błyskawiczna.

 

Marzec był bardzo efektownym objętościowo, ale też efektywnym jakościowo miesiącem. Dzięki czuwaniu nad regeneracją czuję się świetnie i mam ochotę na jeszcze więcej 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Bieganie | Dodaj komentarz

Podsumowanie 19 tygodnia przygotowań do 2:30

Kolejny dobry tydzień za mną. Więcej odpoczynku, więcej luźnych treningów, ale także mocny strat i długie wybieganie. Zaczynamy.

 

Poniedziałek 20 marca

Start tygodnia z wysokiego „C”. Długie wybieganie i 29 kilometrów w średnim tempie 4.20 min/km. Jednak powiedzieć tyle o tym treningu to zdecydowanie za mało. Zaczęło się od około 4.35 i mniej wiecej w tempie 4.30 pierwsze 15 km, a ostatnie 9 to już mocne bieganie poniżej 4 minut na kilometr. Najlepsze długie wybieganie jakie kiedykolwiek zrobiłem.

Wtorek 21 marca

Bardzo luźne 13 kilometrów i odżywanie po treningu dzień wcześniej.

 

Środa 22 marca

Nadal luźno 18,5 km, by organizm pełen energii był do biegania w III zakresie

 

Czwartek 23 marca

Część główna obejmowała 14 powtórzeń po 500 metrów w tempie ok 3.25/3.30 na przerwie 250 metrów. Trening miał pobudzić do szybkiego biegania, a jednocześnie nie męczyć tak jak zazwyczaj bieg w III zakresie. Główny cel to łapać świeżość.
Na ostatnie 3 powtórzenia założyłem kolce ze względu na niedzielny start w przełajach, gdzie w takim obuwiu planowałem startować. Ostatnie 500 m w około 1.25, już całkiem żwawo.

 

Piątek 24 marca

Rano 9,5 kilometra z zamiarem dokręcenia kilku kilometrów wieczorem jednak nic z tego nie wyszło, bo męczący od kilku dni katar nie dawał za wygraną. Wieczorem postawiłem na film, kocyk i dobrego grzańca.

Sobota 25 marca

Tego dnia również spokojnie. Grzaniec okazał się dobrym pomysłem i czułem się zdecydowanie lepiej niż przez poprzednich kilka dni. Wieczorem ok 8 kilometrów bardzo wolno.

Niedziela 26 marca

Start w Akademickich Mistrzostwach Polski w biegach przełajowych. Nie liczyłem na wiele, chociaż przyjemnie byłoby poprawić miejsce z ubiegłego roku (17). 9 kilometrów- taki dystans przewidział dla mnie Trener z Politechniki Białostockiej. Jeszcze z 9 więcej i naprawdę mogłoby być fajnie 😀
Finalnie czas poprawiony o 45 sekund- w tym roku to wynik to 31.12. Wysoki poziom biegu sprawił jednak, że linię mety przekroczyłem dopiero jako 38 zawodnik. Od euforii byłem daleki, ale czas pozwala myśleć o nowej życiówce na 10 kilometrów już w kwietniu podczas Orlen Warsaw Marathon 🙂

Podsumowując wyszedł tydzień w którym dałem sobie sporo luzu, zebrałem siły a mimo to zrobiłem dwa bardzo mocne treningi- długie, mocne wybieganie i start w przełajach- brzmi pozytywnie.
Objętość 113 kilometrów, nadal objętość na wysokim poziomie 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Bieganie, Podsumowania tygodnia | Dodaj komentarz

Podsumowanie 18 tygodnia przygotowań do 2:30

Poniedziałek 13 marca

Rano rozruch 5 kilometrów, tempo spokojne. Musiałem się rozruszać po trzydziestce dzień wcześniej. Po południu 16,5 km już zdecydowanie lżej szło niż piątka rano. Po bieganiu 3 serie podciągnięć, pompek, przysiadów i ćwiczeń na brzuch, oraz trochę stabilizacji i taki zestaw ćwiczeń dorzucałem w tym tygodniu 4 razy. Trzeba trochę mięśnie podbudować.

Wtorek 14 marca
Od rana czułem się dobrze. Tym razem bez porannego rozruchu, bo część główna treningu szykowała dla mnie niezły wycisk. 4×2 kilometry w tempie 3.35-3.30 na przerwie 4 minuty a na koniec kilometr na maksa, wyścig z Dawid Trojan. Efekt był taki, że ostatni kilometr pobiegłem w 3.15. Niby szału nie ma, ale byłem z tego treningu bardzo zadowolony.

Środa 15 marca

Pobudka wcześnie rano, bo o 5 i 5 kilometrów na sztywnych nogach. Później podróż do Warszawy po nową wiedzę i rozwój przez udział w kolejnym projekcie w pracy. Po kilku godzinach burzy mózgów dorzuciłem kolejne kilometry, ale nadal na ciężkich nogach.

Czwartek 16 marca

Na ten dzień zaplanowałem dawkę cięższej pracy dla mięśni głębokich na górkach i schodach. Zaczęło się od 11 km w drugim zakresie tętna po Lesie Antoniukowskim, później 3 razy po schodach na 8 piętro i na koniec delikatne 2 kilometry schłodzenia. Sprawdza się u mnie bieganie czegoś mocniejszego co dwa dni.

Piątek 17 marca

Tym razem tylko wieczorem i wyszło 16 kilometrów w bardzo spokojnym tempie.

Sobota 18 marca

W końcu jakieś porządne zawody! Grand Prix Zwierzyńca. Plan była taki by zacząć w okolicach 3.40 i delikatnie przeć do przodu. Pierwszy kilometr wybił na zegarku po 3 minutach i 34 sekundach, więc prawie tak jak planowałem. Kolejne 5 kilometrów to bieg praktycznie ramię w ramię tak jak zakładaliśmy z Dawidem, zaś druga część to już podkręcenie delikatne tempa i sprawdzenie w jakim miejscu obecnie jesteśmy. Zegar zatrzymał się na 35:33– nie jest źle. Płuca dobrze się bawiły, zaś nogi sprawdzają jeszcze w słowniku definicję słowa „szybkość”.

Po biegu schłodzenie i rozciąganie, no i pączek uczestnika 😀
Wieczorem dla regeneracji jeszcze 6 kilometrów i rolowanie.

Niedziela 19 marca

Rano 11,5 km regeneracyjnie po sobotnich zawodach, odwiedziny rodziców na wsi i jeszcze wieczorne truchtanie po lasach Suwalszczyzny- 8km. Niedziela to dzień w którym naprawdę porządnie odpoczywałem- pospałem, odłożyłem pracę na bok i biegałem bardzo spokojnie, tego mi było trzeba. W tygodniu 19 będzie ogień!

Kilometraż tego tygodnia- 131 km

Zaszufladkowano do kategorii Bieganie, Podsumowania tygodnia | Dodaj komentarz