Podsumowanie 21 tygodnia przygotowań do 2.30

Kolejny tydzień. Co się w nim działo? 120 kilometrów, spore zmęczenie, najszybsza 30stka treningowa w życiu i bardzo szybki bieg w Grand Prix Zwierzyńca 🙂

Poniedziałek 3 kwietnia

Rano i wieczorem spokojne 7,5 kilometra. Dzień wcześniej mocne BNP, dlatego odpoczynek. Praca, urodziny, kilometry, dobre połączenie 🙂

Wtorek 4 kwietnia

Tak jak w poniedziałek spokojne kilometry rano i wieczorem, tym razem po 9 km 🙂 Do tego ćwiczenia i spora dawka rozciągania. Rozciąganie prawie każdego dnia po kilkanaście, kilkadziesiąt minut.

Środa 5 kwietnia

Odpuściłem poranne bieganie ze względu na uczelnię od 8.30. I na pewno też ze względu na wieczorną 30stkę. Miało być mocno, takie założenie, a konkretnie w okolicach 4.20, a w tym mocniejsza druga połowa biegu. Wyszło 4.16min/km. Ufff. Było ciężko, ale to ze względu na problem z żywieniem tego dnia. Mimo dużego odstępu między posiłkiem a treningiem ból brzucha zmusił mnie do zejścia z trasy dwukrotnie na łącznie 2 minuty. Niby niewiele, ale moim zdaniem popsuło to trochę trening. Mimo to było bardzo dobrze.

Czwartek 6 kwietnia

Regeneracja- rano i wieczorem spokojne bieganie z dużą dawką rozciągania i rolowania.

Piątek 7 kwietnia

Tym razem tylko wieczorem 11,5 km. Czułem się bardzo ociężały jeszcze po długim, mocnym wybieganiu.

Sobota 8 kwietnia

Start w Grand Prix Zwierzyńca. Nadal treningowo, w końcu nie odpuściłem treningów i dwa dni wcześniej był naprawdę świetny akcent. Na rozgrzewce jeszcze nie czułem się optymalnie, tak samo zresztą jak na trasie. Adrenalina jednak podziałała dobrze i po spokojnym początku w tempie 3.32 przesuwałem się z każdym kilometrem do przodu by zakończyć na 2 miejscu. Czas 34.07 był lepszy od tego z przed 3 tygodni o 1,5 minuty, jednak długość trasy według kilku pomiarów wskazuje różne długości, od 9,7 do 9,95, więc ciężko przyjmować to jako wynik ze sprawdzianu na pełnej dyszce. Regularny starty na tej samej trasie pokazują jednak duży progres.
Wieczorem jeszcze delikatny 6 kilometrowy rozruch.

Niedziela 9 kwietnia

Cały dzień spędziłem w samochodzie przemieszczając się od punktu A do punktu B, C,D itd. Dopiero późnym wieczorem wyszedłem na trening i było… ślimaczo. Wolne regeneracyjne tempo.

 

Może trzeba było sobie darować w niedzielę, ale… to ostatni tak mocny tydzień przed Orlenem więc utrzymałem obciążenie objętościowe i z satysfakcją dopisałem kolejne kilometry. W kolejnym tygodniu będzie już lżej. No i święta więc zapowiada się dobre jedzonko 😀 Stój… trzeba też walczyć z pokusami ciast i innych słodkości, a więc trening będzie odbywał się już bardziej w głowie. Do boju 🙂

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bieganie, Podsumowania tygodnia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *