Posumowanie 24 tygodnia przygotowań do 2.30

24 tydzień przygotowań do 2.30 i przedostatni w drodze po wynik na Wings for Life.

Wiele naczytałem się o tym, że maraton nie wybacza i trzeba być wypoczętym. Zacząć luzować już 3 tygodnie przed. Tak więc zrobiłem. To był tydzień przedostatni. Luz, duży luz.

Poniedziałek 24 kwietnia

11 km luźnego biegu. Po zawodach na 10 km doskwierały mi delikatne bóle piszczeli- dziwne w końcu to niby łydki tam napracowały się najbardziej, chyba, że jednak technicznie było kiepsko i stąd bóle w niestandardowych miejscach.

Wtorek 25 kwietnia

12 km żwawo na treningu jednak daleko od II zakresu intensywności. Bóle piszczeli praktycznie przeszły, jak to zwyczajne „zakwasy”.

Środa 26 kwietnia

8kilometrów rano i 5 kilometrów wieczorem, już w Warszawie gdzie szykowałem się do kicania po wybiegu na pokazie letniej kolekcji Kalenji 🙂

Czwartek 27 kwietnia

Miałem tego dnia nie biegać, ale w planie pokazów kolekcji było trochę truchtania by wypróbować buty z linii Kiprun, finalnie uzbierało się ok 8 km.

Piątek 28 kwietnia

Wieczorem 13 kilometrów, już na dużej świeżości, zregenerowany w 100% po biegu Oshee 10 km.

Sobota 29 kwietnia

W końcu przyszedł czas na coś mocniejszego. I nie mam tutaj na myśli żadnego alkoholu 🙂 2x 5 km w drugim zakresie. Pierwsza piątka w ramach Parkrun i tutaj trasa była okropnie śliska i błotnista z czego wyciągnęło się czas 18.56.  5 minut przerwy i druga piątka w 19.03, później schłodzenie i odpoczynek w domu, z pracą magisterską 🙂

Niedziela 30 kwietnia

13 kilometrów i tego dnia poczułem, że znowu biega mi się lekko na wyższych prędkościach. Te dwie piątki z soboty rozruszały mnie po tygodniu luzu. średnio po 4.30 rozbieganie, a czułem się jak bym biegł po 5.0, albo wolniej.

Podsumowanie

Wydaje mi się, że za mocno zluzowałem ten tydzień, zabrakło jednej szybkiej jednostki w środku tygodnia, jednak okoliczności trochę na to nie pozwoliły, lub po prostu moje lenistwo. Zregenerowałem się, wypocząłem i zmęczenie nie powinno być problemem na Wingsie. Problemem może być zbyt duży luz 🙂 Objętościowo 90 kilometrów, więc całkiem sporo. Jak to wyjdzie na Wingsie? Zobaczymy za kilka dni 🙂

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bieganie, Podsumowania tygodnia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *